Chłopcy jednak byli jeszcze zbyt niedojrzali, by zrozumieć jej beznadziejną nieustanną walkę o pozyskanie sympatii całego świata.

Do chwili obecnej, do roku 1939, zdążyła już zakochać się śmiertelnie i na wieki co najmniej dwadzieścia razy, ale uczucia jej gasły równie prędko i gwałtownie, jak się rodziły.

Zawsze skory do drwin Jonathan nie mógł powstrzymać się od komentarza na temat swobodnego stylu bycia siostry. „Świetnie – stwierdził pewnego razu. – Podobno właśnie nasza gałąź rodu ma przysporzyć ziemi wielu nowych mieszkańców, Ojciec i matka nieźle zaczęli – od trójki dzieci. Ty też musisz wypełnić swój obowiązek. Możesz już zacząć się rozmnażać! Zresztą, moim zdaniem, podjęłaś odpowiednie kroki”.

Mari w odpowiedzi cisnęła w niego poduszką, ale te słowa mocno jej dopiekły. Miała wrażenie, że Jonathan gniewa się na nią, a do tego przecież nie mogła dopuścić! I czyżby naprawdę dorobiła się już tak złej opinii, że dotarła ona nawet do jej rodzonego brata?

Mari poszła do swojego pokoju, czując, jak rozpacz ściska jej serce. A przecież właśnie odkryła wspaniałego chłopca, tego jednego, jedynego, wiedziała to na pewno. (Tak jak za każdym poprzednim razem, ale o tym Mari już zapomniała.)

Co miała począć? Tak bardzo, wprost desperacko potrzebowała wiadomości, że ma przyjaciela. I wreszcie go znalazła, była o tym święcie przekonana, ale jeśli ludzie mają wziąć ją na języki, to nie może przecież…

Co ma zrobić? Musi się z nim spotkać.

Chłopak był uczniem, tak jak i ona, ale chodził do innej szkoły. Mari zwykle więc spacerowała tam, gdzie miała szansę go spotkać, i kiedy się na niego natknęła, wprost pożerała go wzrokiem, ściągając na siebie jego spojrzenie. Chłopak nie mógł więc nie zauważyć bijącego od niej uwielbienia.

Takie historie rzadko mają pomyślny koniec. Okazywanie, że jest się łatwą zdobyczą, nigdy nie zachęca do zbytniego zaangażowania, a w dodatku ten chłopiec przywykł już do hołdów zarówno ze strony młodych dziewcząt, jak i dorosłych kobiet. Z lekką pogardą obserwował nieudolne i aż nazbyt jednoznaczne poczynania Mari, ale dziewczyna była ładna, wesoła i, o ile dobrze rozumiał plotki krążące wśród chłopców w szkole, dość łatwa. Czemu więc nie? Na pewno warta jest jednego lub dwóch wieczorów, tyle wystarczy, przez ten czas dostanie od niej wszystko, czego będzie chciał, a wówczas przestanie go obchodzić.



14 из 179