
Poprosił kolegę o pomoc w zawarciu niby to przypadkowej znajomości. Kiedy już się poznają, będzie mógł któregoś wieczoru zaprosić ją do kina. Tak, tak, kino i wiadomo co dalej.
Mari nie posiadała się ze szczęścia. Zauważył ją, rozmawiał! „Cześć!” – powiedział zachrypniętym głosem, na pozór obojętnie, jakby chciał ukryć swoje zainteresowanie. Cześć. Czy istniało piękniejsze słowo pod słońcem? Cześć…
Rozkoszowała się nim przez całą powrotną drogę z kawiarni, gdzie przedstawiono ją chłopcu. Naśladowała jego akcent, starała się przybrać podobnie nonszalancką minę.
Nareszcie się poznali.
Ach, przed nią cudowna przyszłość!
Mari nie wiedziała, co czeka ją w domu.
Karine, najmłodsza z trojga dzieci Vetlego, wyrosła na marzycielkę. Kryła też w sercu o wiele poważniejsze tajemnice niż tęsknota Mari za kimś, kto byłby jej naprawdę bliski.
Karine od zawsze poszukiwała samotności. Ze wzrokiem utkwionym w dal wędrowała po okolicznych drogach i bezdrożach, często idąc mówiła do siebie, puszczała wodze wyobraźni, śniła na jawie. Owszem, brakowało jej kogoś, z kim mogłaby porozmawiać, na razie jednak nie znalazł się nikt, kogo mogłaby wpuścić do swego świata fantazji, kto mógłby wraz z nią w nim przebywać. Ale też może i było to żądanie zbyt wygórowane. Czyż nie dlatego właśnie pisarze, poeci i marzyciele są najbardziej samotnymi ludźmi na świecie?
Karine pragnęła uciec od rzeczywistości. Była urodzoną eskapistką, wiecznie w ucieczce od realnego świata, od teraźniejszości. Przyszła na świat z takim usposobieniem, ale były także jeszcze inne przyczyny takiego jej stanu.
