
Nawiązał rozmowę z Karine, która prędko doszła do wniosku, że ma do czynienia z sympatycznym człowiekiem. Tak wiele wiedział o zwierzętach, o przyrodzie! Dziewczynkę ogarnął zapał, bardzo chciała pokazać mu prześliczną, ukwieconą łąkę. On chętnie na to przystał, może nawet wmówił sobie, że to dziewczynka pragnie jego towarzystwa. Tacy ludzie bez trudu potrafią odwrócić kota ogonem.
Łąki nie było widać z drogi. Skręcili na niedużą ścieżkę, zostawili rowery na jej skraju, a potem poszli po delikatnej wiosennie zielonej trawie, zdobionej fiołkami i jasnożółtymi pierwiosnkami. Gdzieniegdzie zaczęły się pokazywać krwawnice, a gromady małych muszek unosiły się nad łąką niczym powiewający welon. Wiatr ucichł, był ciepły, cichy wiosenny wieczór, powietrze przenikało tysiąc zapachów.
– Proszę zobaczyć! – zawołała Karine. – Boża krówka!
Pozwoliła, by stworzonko wspięło się jej na rękę.
– A tu masz przywrotniki – odparł mężczyzna, siadając na trawie. – Czyż natura nie jest wspaniała?
– O tak, przecudna – odpowiedziała Karine. Mężczyzna gestem wskazał, by usiadła obok niego, przycupnęła więc na trawie, cały czas z biedroneczką na ręce. – Ale czasami wydaje mi się, że wszystko rozwija się zbyt przypadkowo.
– Jak to? O co ci chodzi?
– Tyle jest wokół niesprawiedliwości, tyle niepotrzebnego cierpienia.
– Takie już jest życie – odparł sentencjonalnie. – Tak, pięknie tutaj. Wiesz, na co mam ochotę?
– Nie?
– Położyć się na plecach i spać tak przez całą noc. O świcie słuchać kukułki, patrzeć na pajęczynę pokrytą kroplami rosy, błyszczącymi w pierwszych promieniach słońca.
– O, tak – dziewczynce rozbłysły oczy. – Ja też bym tak chciała.
– No, to zróbmy tak.
Na buzi Karine odmalował się lęk.
– Muszę wracać do domu, rodzice nie wiedzą, gdzie jestem.
– Nie miałem na myśli całej nocy – roześmiał się mężczyzna. – Ale przez chwilę możemy spróbować.
