– Rozumiem, nie chcesz mówić o swojej rodzinie – powiedział ciepło, ze zrozumieniem. – Ale wiedz, że we mnie masz przyjaciela. Zawsze uważałem, że jesteś bardzo wyjątkową dziewczynką, Karine.

Owszem, słowa brzmiały miło, tylko dlaczego, kiedy je wypowiadał, tak dziwnie przyglądał się jej piersiom? W ostatnich miesiącach bardzo się rozwinęła, ku przerażeniu matki musiała już zacząć nosić biustonosz. Karine była dzieckiem o pełnych kobiecych kształtach, a to dość niebezpieczne połączenie. Zawsze znajdą się mężczyźni, których pociągają takie dziewczęta. Należał do nich ojciec Lisen.

Był elektrykiem, miał dość toporną twarz, ale prezentował się nie najgorzej i uchodził za przystojnego. Jego żona z pewnością sporo wiedziała o eskapadach męża z innymi kobietami, ale nie miała pojęcia o chorobliwym pożądaniu, jakie budził w nim widok dziewcząt w rodzaju Karine.

Karine także niczego nie podejrzewała, zapomniała bowiem o strasznych przeżyciach sprzed dwu lat, poza tym rodzice Lisen zawsze tak miło się do niej odnosili. Nie znała ich bliżej, ale inne dziewczęta w klasie uważały, że Lisen ma najprzystojniejszego ojca. Karine nie mogła się z tym zgodzić, jej zdaniem nikt nie dorównywał Vetlemu.

Nagle doszła do wniosku, że cała ta sprawa z ubraniem i fotografem jest błahostką bez znaczenia. Miała ochotę wrócić do domu.

Ojciec Lisen jednak nie przestawał jej ściskać i poklepywać po przyjacielsku, zapewniając jednocześnie, jak dobrze ją rozumie.

A co on takiego rozumiał? Przecież nic nie powiedziała, nie chciała skarżyć na własną rodzinę.

Był taki miły, że nie mogła przerwać mu wypowiadanego jednym tchem monologu, nie miała zresztą szansy, bo mówił naprawdę bez przerwy. Plótł jakieś głupstwa o tym, jak to obserwował ją, gdy wyprawiała się na przechadzkę albo siedziała gdzieś w ogrodzie. Mieszkali niedaleko domu Voldenów, ale teraz już się wyprowadzili gdzieś daleko. Karine nie wiedziała, dokąd.



21 из 179