
Ogarnęła ją desperacja. Zebrała wszystkie siły, biła i kopała w przekonaniu, że walczy o życie. Wiedziała, że wtedy spotkało ją coś strasznego i nie może dopuścić, by powtórzyło się to raz jeszcze.
On jednak zdołał w nią wtargnąć ponownie i tym razem dziewczynka znalazła się w kleszczach. Jej krzyki stłumiła duża męska dłoń, drobne piąstki bezskutecznie uderzały w plecy napastnika.
Taka upokorzona, taka zbrukana, chciała już tylko jednego – umrzeć. Nigdy nie będzie mogła spojrzeć nikomu w oczy, naznaczona piętnem, godna jedynie pogardy.
Skończył. Wstał, szybkimi ruchami poprawił ubranie.
– Nikomu ani słowa! – nakazał zdyszany. – I tak się wyprę, nikt nie wie, że tu przyjechałem.
Odszedł.
Karine nie mogła się podnieść. Leżała drżąc skulona, wstrząsana łkaniem.
– Nie wolno tak robić – płakała. – Nie wolno im tak robić!
Zdjęcie się nie udało. „Wyglądasz jak strach na wróble” – oceniła matka.
Nigdy nikomu nie powiedziała, co zaszło, ale nie dlatego, że napastnik nakazał jej milczenie. Znów usunęła wydarzenia ze świadomości, wmawiała sobie, że był to tylko zły sen.
Inaczej nie mogłaby żyć.
Mimo wszystko w jej duszy pozostał bolesny ślad.
Karine czuła się teraz jeszcze bardziej odrzucona niż kiedykolwiek. Unikała ścieżek na pustkowiach, zawsze starała się mieć przed sobą przestrzeń lub chodzić w pobliżu miejsc, gdzie mieszkali ludzie. A jednocześnie nadal szukała samotności, takie już miała usposobienie.
Gorąco jednak pragnęła poczucia wspólnoty, więzi z drugim człowiekiem, choć wiedziała, że teraz jest to już niemożliwe.
Często czuła się jak Shira podczas wędrówki przez groty, czytała o tym w kronikach Ludzi Lodu. Miała wrażenie, że tak jak Shira zawieszona jest w pustce, że nie ma nic nad nią, pad nią ani wokół niej.
