
Oddaliła się od innych ludzi na niebywałą odległość.
W dniu kiedy Mari wróciła ze spotkania ze swą Jedyną i Wieczną Miłością, Karine nakrywała właśnie do stołu. Mieli gości z Lipowej Alei. Mari, bezgranicznie szczęśliwa, impulsywnie uściskała młodszą siostrę. Karine, jak zwykle gdy ktoś jej dotknął, wzdrygnęła się i cofnęła, ale Mari, upojona radością, nawet nie zwróciła na to uwagi.
Pobiegła do swego pokoju, by opisać wielkie wydarzenie w pamiętniku ukrytym za komodą. 'Dostrzegł mnie dzisiaj', napisała. 'Spojrzał mi głęboko w oczy i powiedział „Cześć”'.
Pamiętnik przypadkiem otworzył się na innej stronie. Mari dojrzała jakieś stare zapiski. Powiodła po nich wzrokiem: 'Dzisiaj mnie dostrzegł! Ach, jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie!'
Zdumiona wpatrywała się w kartkę. Przecież to chodziło o całkiem innego chłopca! Skończyła z nim już całe wieki temu, nie był wart złamanego grosza!
Szybko wróciła myślą do aktualnego wybrańca, ale już bez takiego entuzjazmu. Nie wiedziała, co zapisać, bo wcześniej miała zamiar użyć słów: „Jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie!”
W salonie trwała rozmowa, Henning Lind z Ludzi Lodu, który ukończył już osiemdziesiąt dziewięć lat, wybrał się z wizytą do Vetlego i jego rodziny. Jonathan – piętnastolatek, który w swoim mniemaniu zjadł już wszystkie rozumy – prowadził z seniorem rodu dyskusję na temat głazu, spoczywającego na jednym z pól należących do Lipowej Alei.
Kamień ten znajdował się w tym miejscu od zawsze, leżał niedaleko dworu, podczas orki trzeba było go omijać, co niepomiernie irytowało kolejne pokolenia rolników. Wszyscy, poczynając od Tengela Dobrego, walczyli z kamiennym blokiem za pomocą młota i dłuta, z biegiem lat kamień znacznie się zmniejszył, jednak ciągle jeszcze zostawało go dość, by wyprowadzać z równowagi kolejnych dziedziców dworu.
Jonathan był pewny swej racji:
– Wystarczy podłożyć ładunek dynamitu, a cały problem zwyczajnie zniknie ze świata.
