Znaleziono ją dopiero tydzień później.

Tengel Zły znów krążył po świecie. Ludźmi Lodu zawładnął koszmarny strach. Ten, który mógł zadać śmiertelny cios całemu rodowi, zniknął z miejsca swego spoczynku.

Dwadzieścia pięć lat upłynęło od czasu, kiedy ostatnio opuścił swą tajemną kryjówkę w grotach Postojny. Dwadzieścia pięć lat dobrych dla Ludzi Lodu, podczas których mogli żyć spokojnie, nie lękając się złego przodka.

Imre jednak i Wędrowiec w Mroku zdawali sobie sprawę, że w miarę upływu czasu głęboki sen Tengela staje się coraz płytszy. Wędrowiec starał się zachować jak największą czujność, a mimo to Tengel Zły zdołał wymknąć się spod kontroli swego strażnika, potrafił bowiem odwrócić jego myśli.

Jego wydostanie się na świat w tym właśnie momencie mogło przynieść prawdziwą katastrofę. Nataniel, który miał podjąć walkę z potworem, ciągle jeszcze nie wyrósł z wieku dziecięcego. W zamierzeniu przodków to właśnie Nataniel, gdy dorośnie, winien był udać się do Doliny Ludzi Lodu i odszukać miejsce, w którym Tengel Zły zakopał kociołek z wodą zła. Wówczas Shira mogłaby ją unieszkodliwić swą jasną wodą. Tylko w taki sposób da się zniweczyć moc Tengela Złego. Choć chłopiec mógł liczyć na wsparcie potężnych sprzymierzeńców, czekało go niełatwe zadanie. Tengel Zły strzegł swego skarbu niczym chciwiec złota. A i on miał swoich pomocników, w większości nie znanych Ludziom Lodu.

Nataniel nie mógł się teraz wybrać do Doliny, skończył dopiero sześć lat i taka wyprawa oznaczałaby wysłanie go na pewną śmierć. Wszelkie nadzieje rodu i całego świata ległyby w gruzach.

Świat, co prawda, nic o tym nie wiedział. Walka Ludzi Lodu toczyła się w ukryciu. Nikt z zewnątrz i tak nie mógł nic zdziałać, szukanie pomocy u osób postronnych byłoby równoznaczne ze skazaniem ich na zagładę.

Przodków Ludzi Lodu, poczuwających się do odpowiedzialności za to, co się stało, sytuacja ta napełniała rozpaczą. Zbyt często w tym stuleciu zdarzało się, że dźwięk fletu na poły budził Tengela Złego ze snu, i choć Wędrowcowi i Shirze udawało się go zawrócić, to jednak każdy z nieudolnie odegranych sygnałów dodawał potworowi mocy. Stopniowo nabierał sił, to się dawało wyraźnie zauważyć. Powoli, bardzo powoli budził się do życia sam z siebie, choć takie przebudzenie nigdy nie mogło być pełne.



3 из 179