
Musiały zajść jakieś ważne wydarzenia, zapewne ktoś zagrał jego melodię, nieszczęsny sygnał, który był w stanie wyrwać go ze snu.
Tengel Zły zniknął. Wędrowiec i jego przyjaciele ruszyli w pogoń.
Lata 1938-1939 charakteryzowały się zdumiewającą obojętnością rządów Europy wobec poczynań Niemiec, Hitlera i jego partii. Pozwolono mu na aneksję Austrii pod pozorem, że wielu Niemców zamieszkujących tereny tego państwa pragnie przyłączyć się do „ojczyzny”. Podobnie było z Niemcami sudeckimi w Czechosłowacji.
Oczywiście w Wielkiej Brytanii, Francji i innych krajach posunięcia Hitlera wywoływały zdziwienie, a nawet oburzenie, ale nic więcej. Tu i ówdzie co najwyżej ostrzono bagnety i staranniej dokonywano przeglądu ospałego wojska. I to właśnie w nieoczekiwany sposób zbudziło Tengela Złego.
Sygnał, który miał przerwać jego sen i przywrócić go do życia, powinien wszak zostać odegrany na zaklętym flecie, a i melodia potrzebna była do tego niezwyczajna.
Ale właściwy flet, własny flet Tengela, przepadł na wieki. Shira zniszczyła go po tym, jak omal nie doprowadził do zguby Heikego. Tuli także wpadł w ręce niewydarzony flet i o mały włos, a udałoby się jej zbudzić złego przodka. Shira jednak unicestwiła także i ten instrument. Później Ulvar z pomocą Tengela Złego znalazł flet, na którym dałoby się wygrać potrzebną melodię, lecz przez własną nieuwagę doprowadził do jego spalenia.
Potem pewien ekscentryczny Hiszpan odegrał na swym koncertowym instrumencie kilka taktów atonalnej melodii Tengela; skutki okazały się katastrofalne. Zły przodek Ludzi Lodu zaczął się budzić, co prawda trwało to dość długo i nie osiągnął pełni przytomności, w melodii bowiem brakowało większości dźwięków. Tengel wydostał się jednak ze swej kryjówki i zanim Wędrowiec zdołał na nowo pogrążyć go we śnie dźwiękami swego fleciku, zdążył dać sygnał do rozpoczęcia wojny, która ogarnęła cały świat.
