
Samotność dziewczynki stale się pogłębiała.
Gromada chłopców uważała obecność dwóch nowych przedstawicielek płci pięknej w tak zdominowanym przez mężczyzn domu za ogromnie interesującą. Aron i Adam byli co prawda akurat w wieku, kiedy gardzi się wszystkim, co dziewczyńskie, nie chcieli rozmawiać z Mari i Karine, ostentacyjnie wychodzili, kiedy tylko dziewczęta stawały w drzwiach, i potrafili być bardzo nieprzyjemni. Zachowywali się tak, jak Jakub i Józef wobec Christy, gdy obawiali się, że zajmie miejsce ich matki.
Czasami jednak Aron i Adam zapominali się i z zapałem uczestniczyli w zabawie czy dyskusji, uznając dziewczęta za równoprawne przedstawicielki ludzkiego rodu.
Niechęć chłopców nie sięgała więc głęboko, była typowa dla ich wieku i należało się spodziewać, że wkrótce minie.
Gorzej przedstawiała się sprawa z najmłodszym synem z pierwszego małżeństwa Abla, Efremem. Nadal nie miał ani odrobiny poczucia humoru, przeważnie chodził obrażony z kwaśną miną. Wyrósł na nieznośnego snoba, uważającego się za jednego z wybrańców boskich. Nigdy nie zapominał, że jest siódmym synem siódmego syna. (W istocie wcale tak nie było, jako że Joachim to owoc błędu popełnionego przez pierwszą żonę Abla. O tym jednak wiedziała tylko Christa i przed nikim się nie zdradziła. Ona jedna miała świadomość, że siódmym synem siódmego syna jest Nataniel.)
Christa bardzo niepokoiła się o Karine. Co też dręczy tę dziewczynę? Pamiętała, że Karine zawsze była niczym samotny wilk, ale zdarzały się chwile, kiedy w jej oczach pojawiało się desperackie pragnienie. Tęsknota za posiadaniem kogoś bliskiego? Ale, wobec tego, dlaczego tak się w sobie zamyka? Christa starała się do niej dotrzeć, ale Karine natychmiast chowała się w swojej skorupce. Owszem, bawiła się z chłopcami, rozmawiała z nimi i śmiała się, ale zawsze sprawiała wrażenie, że stoi z boku.
Mari, zdaniem Christy, była znacznie mniej skomplikowaną osóbką, ale i ona zdawała się odczuwać wielką potrzebę bliskości z innymi ludźmi i chłód okazywany jej przez młodszych z braci brała sobie bardzo do serca.
