
Mac wzruszył się i postanowił spróbować improwizacji. Długo poszukiwał nowych tonów, muzyka przestała już brzmieć tak pięknie, może nawet…
Co to takiego?
Ciałem Maca wstrząsnął dreszcz. Jeszcze raz powtórzył ostatni akord. Trudno było się w tym doszukiwać jakiegoś sensu, bodaj śladu melodii, tylko kilka poszarpanych dźwięków w atonalnej skali, ale…
W wietrze szeleszczącym wśród wrzosów usłyszał coś…
Coś jak echo? Echo niesione wiatrem?
'Graj!' nakazywało. 'Graj dalej!' Zagraj to jeszcze raz, i jeszcze!'
Nieopisany strach ogarnął Maca. Miał wrażenie, że zewsząd, ze wszystkich zakamarków ziemi wypełza zło, które trudno objąć rozumem. Otacza go, dusi.
Przyłożył ustnik kobzy do drżących warg. Ze strachu ogarnęła go słabość, przestał panować nad pęcherzem, ciepła struga spłynęła po nogawce, podczas gdy on usiłował odnaleźć tę samą melodię. Nie było to wcale łatwe, dźwięki nie układały się w jedną całość, a i myśli wirowały mu w głowie jak oszalałe, nie pozwalając się skupić. A owa zła moc – ten ktoś czy coś – zaczęła się niecierpliwić, wpadła w gniew. Nakazywała Macowi kontynuować melodię, grać dalej, ale jak miał to zrobić? Nie udzielono mu żadnych wskazówek.
Instynkt samozachowawczy podpowiadał mu, że powinien uciekać stąd co sił w nogach, ale nie mógł. Stał jak wmurowany, choć czuł nierówności pod stopami i wiatr wiejący w plecy… A może to tylko lodowate ciarki strachu, przechodzące wzdłuż kręgosłupa?
Zrozpaczony Mac dalej szukał odpowiednich dźwięków, zła moc odpowiedziała wściekłością, najwidoczniej wszystko było nie tak. Temat, który raz tylko udało mu się wydobyć z instrumentu, przepadł, okazał się zbyt trudny, zbyt niejasny. Paniczny lęk sprawiał, że nie mógł go sobie przypomnieć.
Znów huknęło niesione wiatrem echo. 'Graj, głupcze, graj!'
Mac, zlany zimnym potem, wystraszony do szaleństwa, czuł, że z oczu płyną mu łzy. Spróbował jeszcze raz, ale kobza wydała jedynie żałosne, wpół urwane dźwięki.
