
– Jaką? – zapytała. Poczuła przyspieszony puls i rzuciła okiem na
Melanie, która pokręciła głową. Z pewnością John powiedział jej co in¬nego, kiedy odebrała telefon.
– Zobaczysz – odpowiedział. Sam dała znak Melanie i miała nadzie¬ję, że dziewczyna zrozumie, że trzeba natychmiast rozłączyć rozmowę. Była pewna, że to ten sam wariat, który zostawił jej wiadomość w domu. – Być może będę musiała zapłacić za grzechy, jak każdy – powiedziała. Grała na zwłokę, ale nerwy miała napięte jak postronki. – Oczywiście, że tak. Wyznania Samanto. Nocne wyznania. Boże! To był ten sam facet.
– Zapamiętam to sobie.
– Bardzo rozsądnie, Sam. Bóg wie, co zrobiłaś, i ja także wiem.
– Co takiego zrobiłam?
– Tak bezduszna dziwko. Oboje wiemy…
Sam rozłączyła rozmowę. Kątem oka dostrzegła Melanie rozpaczliwie pokazującą zegar. Tylko dwadzieścia sekund do końca programu. Linie telefoniczne mrugały jak oszalałe.
– To wszystko na dziś – powiedziała Sam, starając się opanować.
Z trudem przypomniała sobie formułkę na zakończenie. Serce waliło jej jak szalone, kiedy naciskała guzik, żeby odegrać końcową piosenkę Nocne wyznania w wykonaniu Grass Roots. Po kilku pierwszych taktach mu¬zyka ucichła i Sam odezwała się ponownie:
– Mówi doktor Sam. Kończymy nasz program. Wszystkiego dobre¬go Nowy Orleanie. Dobranoc wszystkim. Niech Bóg was błogosławi. Nieważne, jakie dziś macie problemy, jutro też jest dzień… Słodkich snów…
Nacisnęła guzik i puściła serię reklam, odepchnęła mikrofon na bok i odsunęła krzesło. Zrzuciła słuchawki, złapała kulę, wstała z wysiłkiem i z trudem łapiąc oddech, wydostała się z kabiny.
– Jak ten facet zdołał się dostać na antenę?! – krzyknęła, kiedy spo¬tkały się z Melanie na korytarzu.
– Okłamał mnie, i tyle! – Melanie była czerwona na twarzy, zaci¬skała zęby i przyjęła postawę obronną. – Gdzie, do cholery, jest Tiny? ¬Nerwowo przemierzała korytarz. – Ma zaledwie pięć minut, żeby usta¬wić następny program. – Rozejrzała się dookoła.
