
– Co? – Melanie natychmiast zapomniała o Tinym. – Dzwonił jak byłaś w Meksyku?
– Właśnie tak.
– Ale… poczekaj. Myślałam, że masz zastrzeżony numer… że nie ma cię w książce telefonicznej.
– Nie ma, ale są sposoby, żeby poznać numer. Żyjemy w świecie peł¬nym technicznych wynalazków. Każdy może się włamać do komputera, zdobyć dane o kartach kredytowych, numer ubezpieczenia albo prawa jaz¬dy. Nietrudno znaleźć numer telefonu, jeśli tylko wiesz, jak to zrobić.
– Tak samo można oszukać osobę sprawdzającą w radiu rozmowy telefoniczne – Oczy Melanie spochmurniały. – Przykro mi, Sam – po¬wiedziała w końcu. – Oszukał mnie. – Odgarnęła włosy z czoła i doda¬ła. – Więc kto? Twój osobisty szurnięty prześladowca? O, przepraszam, ale ten facet nie jest całkiem normalny.
– Moja specjalność. Przecież jestem psychologiem, zapomniałaś? Usłyszały czyjeś kroki i zza rogu wyszedł Tiny, który o mało nie po¬trącił Melanie.
– Hej, uważaj – powiedziała i obrzuciła go charakterystycznym spoj¬rzeniem. – Do następnego programu zostało kilka minut. Gdzie, do dia¬bła, byłeś?
– Na dworze.
– Jezu! Przecież powinieneś mieć przygotowane nagranie do puszczenia.
– Nie martw się – rzucił Tiny przez ramię. Miał wilgotny płaszcz, a kiedy szedł do kabiny zwolnionej przez Sam, unosił się za nim zapach dymu papierosowego. – Wszystko mam gotowe.
Przez ciebie dostanę zawału.
– Dlaczego? Nie jesteś kierownikiem stacji.
– Wiem, ale…
– Odczep się, Melanie. Powiedziałem, że wszystko jest pod kontrolą. – Tiny spiorunował ją wzrokiem, a Melanię, która szybko wpadała w złość, otworzyła usta, żeby coś powiedzieć. – Po prostu zrób to – dodał.
Sam pomyślała, że właściwie może już iść. Była zmęczona, zdener¬wowana i zaczynała ją boleć kostka.
– Zobaczymy się jutro – powiedziała i rus4yła do pokoju. Chwyciła płaszcz przeciwdeszczowy i torbę, i skierowała się do wind. Wciąż była zdenerwowana, a stary budynek, kręte korytarze, zapach pleśni i ciemne pokoje wydały się jej jeszcze bardziej ponure niż zwykle..
