
– Dość tego – mruknęła, kiedy winda zatrzymała się na pierwszym piętrze. – Masz zbyt bujną wyobraźnię. – Przy drzwiach wejściowych wsunęła kartę w automatyczny zamek i wyszła w wilgotną noc.
Powietrze było lepkie i gęste, gorące i nieprzyjemne. Wąskimi ulica¬mi sunęło kilka samochodów. Poczuła ciężki zapach rzeki, a uliczne la¬tarnie oświetlały palmy na skwerze Jacksona. Po ulicach chodzili jesz¬cze ludzie i Sam zaczęła się zastanawiac, czy ktoś z nich mógł być jej rozmówcą, prześladowcą, którego delikatny głos mroził jej krew w ży¬łach.
Zatrzymała taksówkę i podczas jazdy obserwowała ludzi, którzy bez względu na porę dnia i nocy zawsze byli na ulicach.
Jeden z mieszkańców tego miasta mści się na mnie. Dlaczego? Z ja¬kiego powodu chce, żebym zapłaciła za grzechy? Kim on, do diabła, jest? A najważniejsze – jak bardzo jest niebezpieczny?
Oparła się o siedzenie i miała nadzieję, że koszmar się skollczył. M꿬czyzna, John skontaktował się z nią. Może teraz zostawi ją w spokoju.
Ale kiedy mijała ciemne ulice miasta, przypońmiała sobie o podziu¬rawionym zdjęciu, i nagle ogarnęła ją przerażająca pewność, że to do¬piero początek.
Rozdział 3
Księżyc zasłaniały gęste, czarne chmury. Padał deszcz, a wiatr wzma¬l "\gał ~ię i na zwykle spokojnym jeziorze Pontchartrain pojawiły się spienione bałwany letniego szkwału. Żaglówka Tya Wheelera kołysała się ostro zdana na łaskę wiatru, żagle łopotały, a przez pokład przelewa¬ła się ciemna, mętna woda. Ty uświadomił sobie, że jego wyprawa była idiotyczna – znalazł się z pewnością w złym miejscu o nieodpowiedniej porze. Powinien opuścić żagle i włączyć cholerny silnik, ale bał się, że go zepsuje. Poza tym lubił igrać z siłami natury.
Przyszło mu do głowy, że los daje mu szansę, którą za wszelką cenę powinien wykorzystać.
