Stanął pr;~y sterze na szeroko rozstawionych nogach. Zmrużył oczy i po¬patrzył przez najmocniejszą lometkę,jaką udało mu się zdobyć. Skupił wzrok na rozpadającym się starym domu, w którym mieszkała Samanta Leeds.

Doktor Samanta Leeds, poprawił się. Cholerna pani doktor z tytu¬łem naukowym. Miała tyle dyplomów, że zapierało dech, i uzurpowała sobie prawo do dawania ludziom rad, nie biorąc pod uwagę tego, że niektórym z nich może wyrządzić krzywdę.

Zesztywniał, kiedy dostrzegł ruch za zasłoną. Zobaczył ją. Zacisnął palce na śliskiej lornetce i obserwował jak zwykły podglądacz, że ko¬bieta chwiejnym krokiem chodzi po domu. Popatrzył na zegarek. Była trzecia piętnaście nad ranem.

Kobieta była bardzo piękna – oficjalne zdjęcia, które widział, nie kłamały – teraz była jeszcze ładn'iejsza z potarganymi włosami, na wpół rozebrana. Doktor Leeds miała na sobie nocną koszulkę zapiętą ty Iko na kilka guzików, ledwie zasłaniającą górną część długich, opalonych ud. Stąpała nierówno po pokoju oświetlonym lampami od Tiffany'ego, peł¬nym starych mebli – chyba antyków. Dostrzegł też gips na lewej nodze, który sięgał od kostki aż do łydki. O tym też słyszał. Miała jakiś wypa¬dek w Meksyku.

Zacisnął usta i przytrzymał udem ster. Poczuł, jak krople deszczu płyną mu po plecach pod sztormiakiem. Wiatr zerwał mu kaptur i roz¬wiewał włosy, ale on nie przestawał obserwować domu ukrytego wśród drzew. Hiszpański mech wi'siał na:grubych gałęziach i powiewał na wie¬trze. Deszcz spływał po mansardowych oknach i wylewał się z rynien. W świetle okna dostrzegł jakieś zwierzę – chyba kota, który szybko znik¬nął w mokrej kępie krzewów okalających werandę.

Ty skierował lornetkę na okno. Na m.oment stracił Samantę z oczu, by po chwili zobaczyć jążnowu, jak schyla się i sięga po kulę. Koszulka podciągnęła się do góry i jego oczom ukazały się białe koronkowe majteczki obciskające okrągłe, jędrne pośladki. r

Poczuł pulsowanie w kroczu i przyjemny dreszcz. Zaciskając zęby, zignorował zwykłą męską reakcję• Nie zwracałteż uwagi na krople desz¬czu, które kłuły w twarz i zalewały szkła lornetki.



31 из 343