
_ Nie podoba mi się to, Samanto. – Wyobraziła sobie jego zaciśnię¬te usta. – Może powinnaś potraktować to jak coś w rodzaju… ostrzeże¬nia… no,wiesz, znak, że należy zmienić coś w życiu.
_ Znak? – powtórzyła i zmrużyła oczy, patrząc na jezioro rozciąga¬jące się.za jej ogrodem…:… Jakby Bóg chciał mi coś powiedzieć? Dawał mi wskazówki albo…
– Nie ironizuj – przerwał jej.
_ Masz rację. Przepraszam. – Oparła się o krzesło. – Chyba jestem trochę przewrażliwiona. Źle. spałam.
– Nie dziwię się•
Nie wspomniała o łodzi; żaglówka unosiła się na wodzie niedaleko od brzegu i w słabym świetle lamp na nabrzeżu zauważyła cień wielkich żagli i męską sylwetkę. Pomyślała, że być, może to tylko grajej wyobraźni…
_ Gdzie ty właściwie jesteś? – zapytała i sięgnęła do nocnej szafki po jeden z drutów do robótek, które odziedziczyła po matce. W sunęła go pod gips i podrapała się po nodze. Lekarz by się chyba przewrócił, gdyby to zobaczył, ale został w Mazatlan i pewnie nigdy już się nie spotkają
– Jestem w San Antonio i mamy tu istny potop. Stoję w oknie hote¬lu, patrzę na promenadę nad rzeką i widzę ścianę deszczu – nie widać nawet restauracji na drugim brzegu. Niebo po prostu pękło. – Westchnął i jego telefon komórkowy na chwilę stracił zasięg. Po chwili połączenie wróciło. – Mam pokój zjacuzzi i kominkiem. Mogłoby być bardzo miło…
Albo okropnie. Przypomniała sobie Meksyk, i to jak David ją zamę¬czał. Kłócili się bez przerwy. Chciał, żeby wróciła do Houston, a kiedy odmówiła, zrobił się purpurowy na twarzy, a nad jednym okiem zaczęła mu pulsować żyła. Zacisnął pięści i oznajmił jej, że jest idiotką, skoro odrzucajego propozycję. Wtedy zrozumiała, że nigdy jużjej nie przyjmie.
– Myślałam, że dałam ci jasno do zrozumienia, co czuję – powie¬działa, obserwując, jak kropla deszczu spływa zygzakiem po szybie. Wyjęła drut i rzuciła go na stolik.
