
– Miałem nadzieję, że zmieniłaś zdanie.
– Nie, Davidzie. Nic z tego nie będzie. Wiem, że to brzmi staroświecko i banalnie, ale sądziłam, że ty i ja moglibyśmy…
– … zostać tylko przyjaciółmi – dokończył za nią matowym głosem.
– Nie musisz podkreślać słowa "tylko". Przecież przyjacielski układ to nie tak mało.
– Czuję do ciebie co innego – powiedział i wyobraziła sobie powagę na jego twarzy. Był atrakcyjnym mężczyzną, dobrze ostrzyżonym i atletycznie zbudowanym. Na studiach trochę pozował do zdjęć i na dowód tego przechowywał cały album. Podobał się kobietom i zauroczył Sam. Przynajmniej takjej się wydawało. Ale po dwóch latach bycia razem, część jego uroku zbladła, a Sam poczuła, że nie jest w nim zakochana. Nie cho¬dziło o to, że było z nim coś nie tak. Był przystojny, inteligentny, wodpo¬wiednim wieku, a praca dla sieci hoteli Regal z pewnością za kilka lat uczyni go milionerem. Jednak zabrakło między nimi jakiejś iskry.
– Przykro mi, Davidzie.
– Naprawdę? – zapytał kąśliwie. David Ross nie lubił przegrywać.
– Tak -odpowiedziała szczerze. Nie chciała go dłużej zwodzić. Tym razem postanowiła być bardzo ostrożna.
– W takim razie pewnie nie życzysz sobie, żebym ci towarzyszył w charytatywnym przed,sięwzięciu, o którym wspominałaś?
– W aukcj i na rzecz centrum Boucher? – skrzywiła się. Przypomniała sobie, że mówiła mu o tym wiele miesięcy temu. – Nie, sądzę, że będzie lepiej, jeśli pójdę sama.
Nie odpowiedział od razu, jakby spodziewał się, że Sam zmieni zda¬nie.Nie miała zamiaru, a napięcie między nimi robiło się coraz bardziej wyczuwalne..
_ Cóż – odezwał się wreszcie – chyba nie mamy sobie nic więcej do powiedzenia. Trzymaj się, Samanto.
_ Ty też. – Coś lekko ścisnęło ją za serce. Odłożyła słuchawkę• Tak będzie lepiej. Skończyło się i kropka.
Wszyscy jej przyjaciele uważali, że ma nie po kolei w głowie, skoro nie chce zostać jego żoną•
