
Może nie mógł się skupić i dlatego miał problemy? Sięgnęła w stro¬nę radia…
– Nie ruszaj – warknął i poczuła, jak napiął wszystkie mięśnie.
– Ale…
Trzask!
Ogłuszający ból z lewej strony twarzy. Uderzył ją pięścią• Jęknęła, w ustach poczuła smak krwi. Niedobrze.
– Poczekaj, ty sukinsynu…
Ponownie uniósł pięść.
– Nie baw się radiem ani moimi okularami – warknął. Chciała się uwolnić. Oko zaczęło jej puchnąć.
– Wynocha! Spadaj stąd, do cholery!
Spróbował ją pocałować.
Ugryzła go.
Nawet nie drgnął.
– Wynoś się, ty draniu! Nikt nie ma prawa mnie bić! Nie dociera do ciebie? Koniec zabawy!
– Jeszcze nie, dopiero za chwilę. – Przycisnął ją do łóżka i znowu pocałował z całej siły, zupełnie jakby podniecał go jej ból. Policzek pul¬sował, Cherie chciała wyrwać się spod niego, ale mocno ją trzymał.
Była uwięziona.
Wściekła, starała się go uderzyć, podrapać i zepchnąć z siebie.
– O tak, ty grzesznico, ty dziwko – wycharczał. – Walcz ze mną. ¬Miał szorstkie dłonie. Chwycił zajeden sutek, a potem szarpnął za dru¬gI.
Wrzasnęła, a on stłumił jej krzyk, przyciskając usta do jej warg. Chcia¬ła go ugryźć, zaczęła go okładać pięściami, ale był silniejszy, wściekły i podniecony. O Boże, jak się to wszystko skończy?
Ogarnął ją strach. Co będzie, jeśli facet nie przestanie? A jeżeli za¬cznie ją torturować?
Ból przeszył jej ciało, kiedy ugryzł ją w pierś.
Wijąc się, spojrzała na radio. Blask z wyświetlacza oświetlał studo¬larówkę. Głos doktor Sam był spokojny, opanowany i pełen zrozumie¬ma.
Pomocy, pomyślała Cherie i starała się dosięgnąć szuflady. Zrzuciła 'lampę, zaczęła go kopać jak szalona i nagle poczuła jego erekcję.
