Słychać było jedynie ciche tykanie zegara na komodzie i pomruki¬wanie lodówki w kuchni. Włączyła górny wiatrak, którego używała za¬miast klimatyzatora.

– No, chodź! -zawołała w stronę pogrążonych w ciemności pokoi.¬Chyba nie jesteś zły, że zostawiłam cię tu zupełnie samego? Wiesz, to typowo męskie zachowanie.

Znalazła w spiżarni zapasowe klucze i czekała na dźwięk plakietki identyfikacyjnej zawieszonej na obroży albo lekkie stąpanie po podło¬dze. Zamiast tego usłyszała delikatne miauknięcie i po chwili Charon wyszedł z ciemności. Miał rozszerzone źrenice, oczy czarne jak futerko i widać było tylko maleńke złote obwódki.

– Tylko nie udawaj teraz obrażonego – powiedziała, kiedy kot za¬czął kręcić się po korytarzu, nie okazując jej najmniejszego zaintereso¬wania i ruszając nerwowo ogonem. – Jasne, jesteś naprawdę świetnym facetem – roześmiała się, a on podszedł bliżej, kilka razy przeszedł jej koło nóg i otarł się o gips na lewej łydce.

– Podoba ci się? Pozdrowienia z nieudanej podróży do Meksyku ¬powiedziała i podniosła kota z podłogi, przytuliła i podrapała pod bro¬dą. Charon, przybłęda, natychmiast zaczął mruczeć i zapomniał o ura¬zie. Mokrym noskiem potarł jej szyję. – Co tu się działo, gdy mnie nie było? Melanie dbała o ciebie? Nie? – Z uśmiechem zaniosła kota do sa¬lonu i otworzyła okno, czekając, aż dom się ochłodzi.

Posadziła Charona na szafce z książkami, a on od razu wszedł mię¬dzy tomiszcza poświęcone psychologii i kupki tanich książek w mięk¬kich okładkach. Potem wskoczył na biurko, gdzie ktoś starannie pose¬gregował pocztę -osobno nieważne śmiecie, osobno gazety i czasopisma. Melanie, asystentka Sam, która nie tylko opiekowała się domem i kotem pod nieobecność Samanty, a,le również prowadziła jej audycję w radiu, była bardzo pracowitą osobą.

Samanta wysunęła krzesło i usiadła ciężko. Rozejrzała się po poko¬ju. Poczuła się jakoś dziwnie. Być może dlatego, że nie było jej tak dłu¬go, ponad dwa tygodnie.



8 из 343