
– Angie miała minę rozradowanego dziecka. – Mówię ci, byli wściekli!
Bernardo przyglądał się jej z wyraźną przyjemnością, a na jego twarzy pojawił się uśmiech.
– A twój tato?
– Przed egzaminami powiedział: „Trzymaj się!", a potem: „Dzielna mała!".
– No, a co na to twoi bracia?
– Kiedy? Przed czy po przełknięciu tej gorzkiej pigułki? Chichotali na myśl o tym, co mnie czeka.
– A co cię czekało?
– Cztery lata praktyk podyplomowych. Interna, chirurgia, pogotowie, położnictwo, ginekologia, pediatria, psychiatria…
– Musiało być strasznie – wtrącił Bernardo pół żartem, pół serio.
– O tak! Pewnie dlatego jest tak koszmarnie, żeby wyeliminować słabeuszy. Ale ja do nich nie należę. Popatrz tylko! – Zacisnęła pięść i z udaną dumą napięła biceps.
Bernardo z pewnym zakłopotaniem dotknął ledwie widocznej wypukłości.
– Jestem pod wrażeniem – powiedział z uśmiechem. – Tyle dokonań, a przecież jesteś jeszcze… – Chciał powiedzieć „małą dziewczynką", ale coś kazało mu zamilknąć.
– Mam dwadzieścia osiem lat. I jestem dużo silniejsza, niż ci się wydaje.
– Trudno się domyślić – wyraził wątpliwość, obrzucając wymownym spojrzeniem jej wiotką postać.
Trzymając się pod ręce, spacerowali pod drzewami, a w An-gie kiełkowało poczucie bliskości do tego mężczyzny. Właściwie nic takiego nie zrobił ani nie powiedział. Nie był też wcale najprzystojniejszym mężczyzną pod słońcem. Prawdę mówiąc, wypadał źle w porównaniu z niektórymi jej adoratorami. A jednak jego widok sprawiał jej przyjemność. Pierwsze wrażenia ze spotkania na lotnisku nie myliły jej.
– Ten ogród jest cudowny – westchnęła, rozglądając się wokół.
– Tak, jest doskonały – zgodził się z nią.
Nuta rezerwy w jego głosie sprawiła, że Angie spojrzała na niego pytająco:
– Nie podoba ci się?
Zastanowił się.
– Nie lubię rzeczy doskonałych. Dla mnie jest zbyt wypieszczony. Człowiek nie czuje się w nim swobodnie. – Zamilkł nagle i uśmiechnął się przepraszająco.
