
– Zastanawiasz się pewnie, czy to dobrze świadczy o Heather, że uległa takiemu uwodzicielowi jak Lorenzo? – podpowiedziała ze śmiechem.
Bernardo lekko się zmieszał, jednak po chwili opanował się.
– Heather na pewno nie jest kokietką, skoro Renato ją zaaprobował. Wyrażał się o niej w samych superlatywach.
– Za to ona o nim nie. Ponoć zachował się wobec niej skandalicznie – rzuciła Angie.
– Tak, wiem, co zaszło tamtego wieczoru. Tych dwoje pewnie już nigdy się nie pogodzi, a Lorenzo znajdzie się między młotem a kowadłem.
– Chciałabym poznać Renata. Jaki on jest?
– Jest głową rodziny. – W głosie Bernarda zadźwięczała poważna nuta.
– Domyślam się, że tutaj to się liczy?
– A u was nie?
– Raczej nie. – Angie zastanowiła się. – Oczywiście, wszyscy szanujemy tatę, ale to dlatego, że pracując przez kilkadziesiąt lat jako lekarz, pomógł tysiącom ludzi.
– Czy dlatego zostałaś lekarką?
– Wszyscy jesteśmy lekarzami. Moi dwaj bracia, ja. Moja mama też była lekarką. Zmarła, kiedy odbywałam praktyki.
– Twoi rodzice założyli prawdziwą dynastię lekarską.
– Chciałabym, żeby cię słyszał mój ojciec. – Angie parsknęła śmiechem. – Nigdy nas nie zachęcał, byśmy szli w jego ślady. Pamiętam, jak nam powtarzał: „Możecie robić cokolwiek, tylko nie idźcie na medycynę. To koniec życia prywatnego i całe lata bezsenności". No i przekonaliśmy się, że miał rację. Ale musisz wiedzieć, że w Anglii mężczyzna nie może liczyć na szacunek tylko dlatego, że jest mężczyzną. Prawdę mówiąc… – urwała.
– Nie przerywaj, mów. – W oczach Bernarda igrały wesołe iskierki. – Widzę, że musisz odpłacić mi pięknym za nadobne.
– Kiedy zdawałam ostatni egzamin, za punkt honoru postawiłam sobie, że dostanę lepszą ocenę niż moi bracia. I udało się!
