
– Fasolowe placuszki? – zaproponował. – A może wolałabyś faszerowane kulki ryżowe lub sałatkę owocową?
– I to wszystko to dopiero pierwsze danie? – Angie nie kryła zdumienia.
– Oczywiście. Potem podadzą potrawy z ryżu, makaron z kalafiorem, sardynki…
– Mniam, mniam. Brzmi wspaniale.
Jak to często bywa w przypadku filigranowych kobiet, Angie mogła objadać się niczym wygłodzony lew i nigdy nie przy bywało jej ni grama. Bernardo patrzył z podziwem, jak pochłaniała potrawkę z królika w sosie słodko-kwaśnym. Podał jej pasztet udekorowany serem ricotta, który Angie przyjęła bez wahania.
– Pierwszy raz widzę, żeby kobieta tak jadła – powiedział i natychmiast przeraził się, zdając sobie sprawę, jak niezręcznie musiało to zabrzmieć. – Nie to miałem na myśli! Chciałem powiedzieć, że…
Przerwał mu śmiech Angie, tak dźwięczny i szczery, że Bernardo też się uśmiechnął i jego zakłopotanie znikło. Zrozumiała go i wszystko było w porządku.
– Straszny gbur ze mnie, nieprawdaż? Zawsze powiem coś niewłaściwego.
– A kto chciałby ciągle słuchać właściwych rzeczy? – Angie skrzywiła się lekko. – Ciekawiej jest dowiedzieć się, co ludzie naprawdę myślą.
– Często to, co mówię albo myślę, denerwuje ludzi – stwierdził ponuro.
– Wyobrażam sobie.
Posiłek dobiegł końca. Goście wstali od stołu i rozchodzili się, dzieląc się na grupki. Bernardo przywołał kelnera. Wziął z tacy dwie szklaneczki. Jedną podał Angie i poprowadził dziewczynę w stronę bocznych drzwi. Nie zapytał jej, czy ma ochotę na jego towarzystwo, ale nie musiał. Angie chętnie podążyła za nim.
