– Może wybrałabyś się tam ze mną?

– Z przyjemnością.

– Wyruszamy bardzo wcześnie.

– W żadnym razie! – odpowiedziała tłumionym okrzykiem, który miał jednocześnie wyrazić oburzenie i uszanować sen innych. – Wstaję wcześnie, kiedy chodzę do pracy. Teraz jestem na wakacjach!

Uśmiechnął się szeroko, oczarowany.

– Zaczekam. Ale teraz idź do łóżka, bo zaśpisz.

Angie zaśmiała się i zniknęła, a Bernardo jeszcze przez długi czas wpatrywał si w miejsce na tarasie, gdzie przed chwilą stała. Wiedział, że naraził na niebezpieczeństwo swój spokój. Gdyby był rozsądny, wyjechałby od razu, posyłając jej przez służącego liścik z przeprosinami.

Nie miał jednak zamiaru tego uczynić. Nagle wcale nie chciał być rozsądny.

Następnego ranka zapanowała gorączka wyjazdów. Lorenzo wyjeżdżał do Sztokholmu, gdzie miał coś jeszcze załatwić przed ślubem, a Renato i Heather zamierzali wypłynąć jachtem, by ułatwić Heather podjęcie decyzji o spędzeniu na nim podróży poślubnej. Angie grzecznie odrzuciła propozycję przyłączenia się do nich, wyjaśniając, że wybiera się w góry z Bernardem.

– Pamiętaj, masz być ostrożna – ostrzegła ją Heather.

– Co to za przyjemność być ostrożną? – mruknęła cicho Angie.

Starannie dobrała strój: białe dżinsy i ciemnoniebieski jedwabny top. Lekko elastyczny materiał bluzki przylegał do ciała, ukazując miłe dla oka kształty. Zgrabne sandałki i delikatny srebrny naszyjnik z dopasowanymi kolczykami dopełniały stroju. Dodała jeszcze odrobinę wyszukanych perfum.

Nie spóźniła się, ale Bernardo już na nią czekał. Jego dżip z napędem na cztery koła mógł poradzić sobie nawet w bardzo trudnym terenie. Samochód pasował do właściciela – był prosty, mocny i wytrzymały.

Minęli Palermo i po pewnym czasie droga zaczęła wić się pod górę. Niebawem znaleźli się w małej wiosce o stromych i krętych uliczkach. Na szczycie wzniesienia stała śliczna różowa willa ze spiralnymi schodami na zewnątrz.



17 из 116