
Angie dyplomatycznie zachowała milczenie. Wciąż niepokoiła ją myśl o poprzednim związku Heather, który zakończył się tak pechowo. Peter zerwał z nią tydzień przed ślubem, po roku narzeczeństwa.
– To żaden odwet – powiedziała Heather, jakby czytając w jej myślach. – Kocham Lorenza i zamierzam być z nim bardzo szczęśliwa na Sycylii.
– Masz rację. Nowe, cudowne życie. – Na twarzy Angie igrał na poły filuterny, a na poły niewinny uśmiech. – Mówiłaś, że Lorenzo ma dwóch braci, prawda?
– Poznałam tylko jednego z nich, Renata.
– Tak, pamiętam. Niewiarygodne, że w ogóle jakiś mężczyzna mógł tak się zachować. Przyjść do Gossways, udając zwykłego klienta po to, by obejrzeć cię dokładnie od stóp do głów!
Gossways, to najbardziej luksusowy dom towarowy w Londynie, gdzie Heather sprzedawała perfumy.
– Nie mam do niego żalu o to, że chciał poznać narzeczoną własnego brata – powiedziała – ale sposób, w jaki to zrobił!
Najpierw nie pisnął ani słówka, kim jest, a później, tego samego dnia, kiedy Lorenzo miał nas sobie przedstawić w „Ritzu", po prostu siedział i gapił się na mnie.
Spotkanie miało dramatyczny przebieg. Renato Martelli wprawdzie zaaprobował Heather, ale zrobił to w tak wyniosły sposób, że dziewczyna wybiegła z hotelu, co omal nie skończyło się tragicznie pod kołami nadjeżdżającej taksówki. Jeszcze tego samego wieczoru Lorenzo błagał ją na kolanach, by wyszła za niego za mąż… i ona uległa. Teraz, w niecały miesiąc później, leciała na Sycylię na swój ślub. Dokładnie tak, jak mówiła Angie, Heather zakochała się po uszy.
– Opowiedz mi o drugim bracie – poprosiła Angie.
– Ma na imię Bernardo i jest przyrodnim bratem. Martelli miał romans z niejaką Martą Tornese, a Bernardo jest dzieckiem z tego związku. Jego rodzice zginęli w wypadku samochodowym. Pani Martelli przygarnęła chłopca i wychowała razem ze swoimi synami.
