Pokojówka zaprowadziła dziewczyny do ich sypialni. Za chwilę miały zejść na taras, gdzie czekała na nie Baptista.

W sypialni stały dwa łoża z baldachimem, a przysłonięte ażurowymi firankami okna wychodziły na obszerny taras ze wspaniałym widokiem na ogród, za którym rozciągał się przepiękny krajobraz, aż po majaczące na horyzoncie ciemne sylwetki gór.

Pokojówka już rozpakowywała bagaże. Angie zrzuciła założone na podróż dżinsy i przebrała się w zwiewną, błękitną sukienkę, przy której jej oczy nabierały fiołkowej barwy. Gdy obie dziewczyny były gotowe, pokojówka pokazała im drogę na taras, gdzie Baptista siedziała przy małym ogrodowym stole zastawionym smakołykami. Bernardo i Lorenzo też już tam byli. Szarmancko przysunęli dziewczętom krzesła i napełnili ich szklanki marsalą.

– Macie na coś ochotę? – Bernardo wskazał na kandyzowane owoce, sycylijski sernik i mrożoną kawę z bitą śmietaną.

– O nieba – jęknęła cicho Angie.

– Baptista jest najwspanialszą gospodynią pod słońcem -powiedział Bernardo. – Jeśli nie zna upodobań swoich gości, każe, na wszelki wypadek, podać wszystko.

„Baptista" – nie – „mama", zauważyła Angie. Przypomniała sobie, jak jeszcze na lotnisku Bernardo prędko sprostował, że jest przyrodnim bratem Lorenza. Coś tu musiało być nie tak. Intuicja mówiła jej, że Bernardo jest skomplikowanym mężczyzną, dźwigającym bagaż przeszłości. To było coraz bardziej intrygujące!

Bernardo poczęstował ją sycylijskimi specjałami i winem i upewnił się, że Angie ma wszystko, czego potrzebuje. Nie brał jednak udziału w rozmowie. Dziewczyna nigdy nie zgadłaby, że jest on bratem Lorenza. W tamtym wszystko było beztroskie, począwszy od kręconych, jasnych włosów, a na uśmiechu skończywszy; w Bernardzie zaś wyczuwało się jakiś mrok. Jego skóra, ogorzała od wiatru i słońca, świadczyła o tym, że był człowiekiem żyjącym wśród żywiołów. Ciemne oczy świeciły jak węgle pod burzą czarnych włosów.



7 из 116