Jego twarz przykuwała uwagę. Gdy nic nie mówił, stawała się nieruchoma jak skała. Głęboko osadzone oczy skrywały tajemnice. Dopiero kiedy zaczynał mówić, kamienne rysy ożywały i nabierały wyrazu.

Baptista dała znać, że pragnie pozostać sam na sam z Hea-ther. Kiedy Lorenzo odszedł, Bernardo zwrócił się do Angie:

– Może chciałabyś zobaczyć ogród?

– Z przyjemnością – odparła Angie. Ogromny ogród był chlubą Residenzy. Pielęgnował go cały zastęp ogrodników. Bernardo wymieniał skrupulatnie nazwy poszczególnych gatunków roślin. Angie miała jednak wrażenie, że robi to z poczucia obowiązku. Jakby wspaniałość tego miejsca w jakiś sposób przytłaczała go, jakby tutaj nie mógł być sobą. Jej ciekawość rosła.

– Od dawna znacie się z Heather? – zapytał.

– Od około sześciu lat. Pracowała w sklepie niedaleko kliniki, w której odbywałam praktykę.

– Jesteś pielęgniarką?

– Jestem lekarką – ucięła krótko, nie wiadomo dlaczego dotknięta jego słowami.

– Wybacz. Sycylia pod wieloma względami jest bardzo staromodna – wyjaśnił pośpiesznie.

– Najwyraźniej.

Przez chwilę szli obok siebie w milczeniu.

– Jesteś na mnie zła? – zapytał w końcu.

– Skądże znowu. – Jej odpowiedź była jednak zbyt szybka.

– Wydaje mi się, że jesteś. Zrozum, spędziłem szmat czasu w górach, wśród ludzi, którzy żyją tak samo jak przed wiekami. Tobie moglibyśmy wydać się nieokrzesani. -Nie uśmiechał się, ale jego głos brzmiał łagodnie.

– Nie jestem zła. To ja czepiam się drobiazgów. – Uśmiechnęła się pojednawczo. – Ale, ale, opowiadałam ci o Heather. Poznałyśmy się, polubiłyśmy i w końcu zamieszkałyśmy razem.

– Opowiedz mi o niej. Jest tak inna niż… no wiesz, zupełnie inna niż Lorenzo – skończył z pewnym zażenowaniem.

Angie wydało się dziwne, że mężczyzna z tak bogatego rodu jest nieśmiały i w rozmowie nie czuje się zbyt pewnie. Jednego nie robił – nie używał gładkich słówek. Ale Angie uznała to za zaletę.



8 из 116