— O co chodzi, chłopcy? — zapytałem. Wszyscy czterej spojrzeli na mnie pytająco.

— No, co macie na wątrobie?

Nie spuszczali ze mnie oka. Weinstein wydął wargi i przechylił się z krzesłem do tyłu. Zatrzeszczało głośno. Ale żaden się nie odezwał.

Zszedłem z katedry i jąłem się przechadzać po pokoju. Wodził za mną oczami tam i z powrotem.

— Grey — odezwałem się. — Wyglądasz tak, jakbyś dusił coś w sobie. Nie miałbyś przypadkiem ochoty powiedzieć mi, co cię męczy?

— Nie, panie kapitanie — odrzekł z zastanowieniem. — Nie mam najmniejszej ochoty. Skrzywiłem się.

— Jeśli któryś z was ma coś do powiedzenia, cokolwiek do powiedzenia, to proszę. Wszystko, co powiecie, zostanie pomiędzy nami, tylko pomiędzy nami. Zapomnijcie na chwilę o rangach i regulaminie wojskowym. — Przeczekałem chwilę. — No co? Wang? Lamehd? A może ty, Weinstein?

Patrzyli na mnie w milczeniu. Tylko krzesło trzeszczało raz po raz pod Weinsteinem.

A to historia! I co oni właściwie mogą mieć przeciwko mnie? Widzą mnie przecież pierwszy raz w życiu. Ale jedno jest pewne — nic nie zdziałam na spiralniku z załogą tak jednomyślną w swej podskórnej niechęci do mnie. Nawet nie warto zapuszczać się w przestrzeń kosmiczną z tymi czterema parami oczu świdrujących plecy. Lepiej od razu wetknąć głowę pod soczewkę irwingla i nacisnąć spust.

— Posłuchajcie, chłopcy — powiedziałem. — Ja naprawdę mówię to, co myślę, i naprawdę chciałbym, żebyście na chwilę zapomnieli o rangach i regulaminie wojskowym. Jeśli mamy stworzyć zgraną załogę, musicie mi powiedzieć, o co wam chodzi. Pamiętajcie, że będziemy skazani na egzystencję w pięciu rodzajach najbardziej niewygodnych i niesprzyjających warunków, jakie udało się człowiekowi do dziś dnia wymyślić; że będziemy wspólnymi siłami obsługiwać maleńką jednostkę powietrzną, której jedynym zadaniem jest przedrzeć się z szaloną szybkością przez ogień zaporowy i osłony większego okrętu nieprzyjacielskiego i oddać jeden jedyny śmiertelny strzał z jednego monstrualnego irwingla.



21 из 32