Byłem przekonany, że ci sami oficerowie, którzy z tak dobrym skutkiem zatroszczyli się o moralne blondyneczki z recepcji, mogli całkowicie zapomnieć o emerytowanych służbistach, którzy musztrują oddziały na placu. Dobrze znałem tych tępych, złośliwych podoficerków, dumnych ze swego ograniczenia i zazdrośnie strzegących nabytej z takim trudem wiedzy wojskowej, i bez trudu mogłem sobie wyobrazić przedsmak życia koszarowego, jaki dali tym chłopcom. A było to przecież ich pierwsze zetknięcie się ze światem „zewnętrznym”. Jakie to wszystko idiotyczne!

A może nie takie znowu idiotyczne? Pomijając już fakt, że tylko żołnierze zbyt starzy fizycznie i zbyt skostniali umysłowo, ażeby nadawali się do innej służby, pozostawali do dyspozycji — można było na to spojrzeć i od drugiej strony. Planety leżące w zasięgu walk są terenem nieprzerwanych cierpień i okrucieństw; na pierwszej Unii, gdzie operują spiralniki, jest jeszcze gorzej. I gdyby tam zawiedli ludzie lub uzbrojenie, mogłoby to mieć nieobliczalne skutki. Niech więc wszystko, co może zawieść, znajduje się jak najdalej na tyłach.

Może to nawet sensowne, myślałem. Może i jest w tym jakaś logika, że z ciał poległych żołnierzy wytwarza się nowych żołnierzy (Bóg świadkiem, że ludzkość osiągnęła już stan, w którym musi czerpać nowe zasoby sił, skąd się tylko da), może i jest w tym logika, że wytwarza się nowych żołnierzy kosztem największego wysiłku i najwyższej sprawności technicznej, takiej, jaka kojarzy się zwykle z obróbką bawełny i opanowaniem precyzyjnych narzędzi zegarmistrzowskich — po czym puszcza się ich w świat i wystawia na działanie najbezwzględniejszego, najpodlejszego traktowania, jakie można sobie wyobrazić, które ich troskliwie wpajaną lojalność rychło zmienia w nienawiść, a starannie wyważaną równowagę psychiczną w przewrażliwienie nerwowe.



24 из 32