Nie wiedziałem, czy to mądre, czy głupie, nie wiedziałem nawet, czy ten problem kiedykolwiek był rozważany przez wyższych oficerów, którzy ustalają wytyczne polityki kadrowej. Nie wiedziałem tego i w gruncie rzeczy nie tak bardzo mnie to w tej chwili obchodziło. Miałem swój własny problem, który wydawał mi się dostatecznie skomplikowany. Dobrze pamiętałem swój stosunek do tych chłopców i było mi diablo głupio. Na szczęście to wspomnienie poddało mi pewien pomysł.

— Wiecie co? — zaproponowałem. — Może byście mi najpierw powiedzieli, jak wy nas nazywacie? Wyglądali na zaskoczonych.

— Chcecie wiedzieć, jak ja was nazywam — wyjaśniłem. — A może powiecie mi najpierw, jak wy nazywacie takich ludzi jak ja… ludzi, którzy się urodzili. Na pewno macie jakieś swoje przezwiska.

Lamehd błysnął olśniewająco białymi zębami na tle swej śniadej skóry. Ale nie było wesołości w tym uśmiechu.

— Realami — powiedział. — Nazywamy was realami. Czasami także prawdziwkami.

Teraz wszystkich czterem rozwiązały się języki. Mieli i inne nazwy, całą masę innych nazw. Chcieli, żebym je wszystkie usłyszał. Mówili jeden przez drugiego, wyrzucali z siebie słowa jak pociski, a wyrzucając je, wpatrywali się w moją twarz, żeby zobaczyć, jakie to na mnie wywiera wrażenie. Niektóre przezwiska były tylko śmieszne, inne jednak były dość paskudne. W szczególny zachwyt wprawił mnie macicznik i cycak.

— No, ładnie — powiedziałem po chwili. — Ulżyło wam?

Oddychali ciężko, ale widać było, że im ulżyło. Sami to zresztą czuli. Atmosfera w pokoju trochę się rozładowała.

— Wracając do tamtego — powiedziałem — chciałbym wam zwrócić uwagę, że jesteście wszyscy chłopcy nie ułomki i nie dacie sobie chyba w kaszę dmuchać. Umówmy się, że odtąd, jeżeli w jakimś barze albo na stadionie ktoś mniej więcej równy wam rangą szepnie słówko, które w waszych delikatnych uszach zabrzmi zbyt podobnie do gniotka, możecie podejść i porachować mu solidnie kości, oczywiście jeśli wam się uda.



25 из 32