
– Zapomnij o tym.
Sharon patrzyła na niego osłupiała.
– Co to znaczy, zapomnij o tym? Cały czas byłeś po mojej stronie.
– Powiedziałem: zapomnij o tym. Po swoim oświadczeniu gubernator osobiście zadzwoniła do starego i go ochrzaniła. Stwierdziła, że celowo wywołujemy atmosferę sensacji, aby sprzedawać więcej egzemplarzy naszej gazety. Powiedziała, że też nie wierzy w słuszność kary śmierci, lecz nie ma prawa podawać w wątpliwość wyroku sądu, nie mając nowych dowodów. Jeśli chcemy prowadzić kampanię w sprawie wprowadzenia poprawki do konstytucji, to mamy do tego prawo i ona od początku do końca będzie nam pomagać, ale wywieranie nacisku, aby interweniowała w konkretnym przypadku, sprawia wrażenie, jakby próbowano wybiórczo stosować prawo. Stary w końcu się z nią zgodził.
Sharon poczuła gwałtowny ból w żołądku. Przez moment bała się, że zwymiotuje. Zacisnęła usta, próbując pokonać nagły skurcz w gardle. Redaktor spojrzał na nią uważnie.
– Dobrze się czujesz, Sharon? Jesteś bardzo blada.
– Wszystko w porządku – wykrztusiła.
– Mogę wysłać kogoś innego na to jutrzejsze zebranie. Ty lepiej weź kilka dni wolnego.
– Nie – zaprotestowała. Chciała tam pójść, gdyż władze ustawodawcze Massachusetts miały debatować nad zniesieniem kary śmierci w tym stanie.
– Niech ci będzie. Zostaw felieton i idź do domu. – W jego głosie brzmiało współczucie. – Przykro mi, Sharon. Wprowadzenie poprawki konstytucyjnej może trwać całe lata. Myślałem, że jeśli uda nam się nakłonić gubernator Greene, aby złagodziła wyrok śmierci, to takie samo podejście może się przyjąć w innych przypadkach w całym kraju, ale rozumiem jej stanowisko.
– Ja też rozumiem, że nie należy już protestować przeciw zalegalizowanemu morderstwu, chyba że abstrakcyjnie.
Nie czekając na jego reakcję, poderwała się z krzesła i wyszła. Idąc do swego pokoju, sięgnęła do torby i wyjęła złożone kartki maszynopisu z artykułem, nad którym pracowała niemal całą noc.
