Czy chciałaby zamieszkać w Carley? Bardzo lubiła Nowy Jork. Kochała to miasto przez siedem dni w tygodniu.

Zaczynała odnosić sukcesy jako pisarka. Jej książka miała już piąty dodruk. Wprawdzie została wydana w miękkich okładkach i nie zainteresował się nią żaden renomowany wydawca, ale recenzje były niezłe i sprzedawała się nadspodziewanie dobrze.

Czy to właściwy moment, aby wiązać się z kimkolwiek? I to z człowiekiem, którego syn jej nie lubi? Zresztą Steve nigdy nie zgodzi się przenieść z Neilem do miasta.

Steve. Bezwiednie przesunęła ręką po twarzy, przypominając sobie dotyk jego dużych, delikatnych dłoni, gdy żegnali się dziś rano. Tak bardzo pragnęli się nawzajem…

Ale jak mogłaby pogodzić się z tą jego bezkompromisowością i uporem, gdy powziął już jakąś decyzję?

Zasnęła i prawie natychmiast zaczęła śnić. Pisała felieton. Musiała go skończyć. To było bardzo ważne. Szaleńczo uderzała w klawisze maszyny, ale czcionki nie zostawiały żadnego śladu, potem do pokoju wszedł Steve. Ciągnął za ramię młodego mężczyznę. Ona wciąż usiłowała przelać słowa na papier. Steve zmusił tamtego, aby usiadł.

– Bardzo mi przykro – powtarzał – ale to konieczne. Musisz zrozumieć, że to konieczne.

A potem, gdy Sharon próbowała krzyczeć, przypiął klamrami ręce i nogi chłopca i sięgnął do przełącznika.

Obudził ją chrapliwy krzyk, jej własny.

– Nie!… Nie!… Nie!…

6

W zimny, śnieżny wieczór ulicami Carley w stanie Connecticut przemykali tylko nieliczni przechodnie.

Mężczyzna, stojący przy końcu parkingu restauracji Cabin, był zupełnie niewidoczny. Mimo sypiącego mu prosto w twarz śniegu bezustannie wypatrywał czegoś w ciemności. Czekał tu już od prawie dwudziestu minut i stopy zaczynały mu marznąć. Poruszył się niecierpliwie i końcem buta dotknął leżącej na ziemi płóciennej torby. Namacał broń w kieszeni płaszcza i zadowolony pokiwał głową.



20 из 191