Luftsowie powinni być tu lada moment. Zadzwonił do restauracji i upewnił się, że zarezerwowali stolik na szóstą. Planowali zjeść kolację, a potem pójść do kina, aby obejrzeć oryginalną wersję „Przeminęło z wiatrem”. Kino znajdowało się niedaleko, po drugiej stronie ulicy. Teraz trwał seans rozpoczynający się o czwartej. Oni wybierali się na ten późniejszy, o wpół do ósmej. Nadjechał jakiś samochód i skręcił na parking. Mężczyzna skulił się za rzędem świerków. To było ich kombi. Obserwował, jak parkują obok wejścia do restauracji i wysiadają. Kierowca pomagał żonie, gramolącej się nieporadnie na śliski chodnik. Trzymając się pod ręce i pochylając pod naporem wiatru, szli niezdarnie w stronę drzwi restauracji.

Odczekał, aż zniknęli wewnątrz, schylił się i podniósł torbę. Wciąż ukryty za krzewami, szybko okrążył parking, przeszedł przez ulicę i minął budynek kina. Na parkingu stało około pięćdziesięciu samochodów. Skierował się do ciemnobrązowego sedana. Szybko poradził sobie z zamkiem u drzwi. Wśliznął się na siedzenie, włożył kluczyk w stacyjkę i przekręcił. Silnik zaskoczył z cichym warkotem. Mężczyzna raz jeszcze rozejrzał się wokół i ruszył. Nie włączył świateł, mijając kino.

Cztery minuty później ciemnobrązowy sedan wjechał na kolisty podjazd domu Petersonów przy Driftwood Lane i zaparkował za małą czerwoną vega.

7

Jazda z Manhattanu do Carley trwała zwykle mniej niż godzinę, lecz zła prognoza pogody skłoniła dojeżdżających do wcześniejszego opuszczenia centrum. Wzmożony ruch i lód na drogach sprawiły, że podróż do domu Steve’a trwała godzinę i dwadzieścia minut, ale tym razem Sharon prawie nie zwróciła na to uwagi. Przez całą drogę powtarzała sobie, co powie Steve’owi.

– Nic z tego nie będzie… Nie myślimy podobnie… Neil nigdy mnie nie zaakceptuje… Lepiej, jeśli nie będziemy się już spotykać…



21 из 191