
Westchnęła.
– Mam nadzieję. Tylko że… Ostatnio tyle się wydarzyło… Jeszcze nie mogę się otrząsnąć.
– Wiem. – Objął ją troskliwie, czując, jak cała drży. – A teraz usiądź i odpręż się…
– Czekaj, Roger, spójrz! – Pochyliła się do przodu. – Jakiś samochód rusza sprzed domu Steve’a. Ma wyłączone światła. Kto to może być?
– Nie myśl o tym teraz. – Jego głos stał się stanowczy. – Usiądź, przyniosę trochę sera.
– Brie leży na stole.
Nie zważając na delikatny nacisk, z jakim mąż chwycił jej łokieć, Glenda sięgnęła do kieszeni spódnicy i wyciągnęła okulary. Włożyła je i jeszcze raz wychyliła się do przodu, wpatrując się w ciemność. Jednak samochód, który zauważyła na podjeździe Petersonów, zniknął już z pola widzenia, rozpływając się w wirującym, gęstym śniegu.
11
„Poza tym jutro też jest dzień”. – Siedząc na schodach, Scarlett O’Hara z nutą nadziei w głosie wypowiedziała finałową kwestię, po czym ekran wypełnił odległy plan Tary.
Marian Vogler westchnęła, kiedy ostatnie dźwięki muzyki ucichły i na sali rozbłysły światła. Teraz już nie robi się takich filmów, pomyślała. Absolutnie nie miała ochoty oglądać dalszego ciągu „Przeminęło z wiatrem”. Z pewnością byłoby to rozczarowanie.
Wstała z ociąganiem. Czas zejść na ziemię. Na miłą, obsypaną piegami twarz pani Vogler powróciło zwykłe zatroskanie, gdy tylko ruszyła po pokrytej dywanami posadzce ku wyjściu z kina.
Każde z dzieci potrzebowało nowego ubrania. Nic dziwnego, że Jim bez wahania zgodził się, aby przyjęła posadę gospodyni domowej.
Zorganizował sobie dojazd do fabryki tak, że mogła używać samochodu. Dzieci będą w szkole, więc wystarczy jej czasu na uporządkowanie domu, zanim pojedzie do Perrych. Od jutra zaczyna swoje zajęcia. Trochę się denerwowała, bo nie pracowała od dwunastu lat, to znaczy od urodzenia małego Jima. Wiedziała jednak, że jeśli cokolwiek potrafi, to właśnie utrzymać dom w czystości.
