
Wyszła z przytulnego holu kina na ostry chłód marcowego wieczoru. Dygocząc z zimna, skręciła w prawo i pośpiesznie ruszyła naprzód. Zacinał ostry deszcz zmieszany ze śniegiem, wtuliła więc twarz w futrzany kołnierz znoszonego palta.
Zostawiła samochód na parkingu oddalonym od kina. Dzięki Bogu, że zdecydowali się wydać pieniądze na remont auta. Miało osiem lat, ale karoseria nadal prezentowała się nieźle i, jak mawiał Jim, lepiej odżałować czterysta dolarów na własne, sprawdzone cztery kółka niż kupować innego grata.
Marian szła tak szybko, że zostawiła daleko w tyle tłum, który razem z nią opuścił kino. Spieszno jej było do domu, gdzie Jim obiecał czekać na nią z kolacją. Zdążyła już zgłodnieć.
Dobrze jej zrobiła odrobina rozrywki. Mąż wyczuł jej przygnębienie i namówił Marian na to kino.
– Trzy dolary ani nas nie zrujnują, ani nie zbawią. Zajmę się dziećmi, a ty baw się dobrze, kochanie, i nie myśl o rachunkach.
Echo tych słów dźwięczało jej jeszcze w uszach, gdy zwolniła nagle i rozejrzała się zaskoczona. Była pewna, że zaparkowała właśnie w tym miejscu. Dokładnie naprzeciwko reklamy w oknie banku, która krzyczała: „Chcemy powiedzieć «tak» twojemu kredytowi”. Wielka sprawa, pomyślała. „Tak”, jeśli go nie potrzebujesz, „nie”, kiedy wypruwasz sobie flaki, żeby go dostać.
Na pewno tu stał, była o tym przekonana. Zauważyła wtedy okno banku z rozświetloną reklamą, widoczną nawet mimo gęsto padającego śniegu.
Dziesięć minut później rozmawiała z Jimem przez telefon z posterunku policji. Dusząc w sobie gniew i przełykając łzy, szlochała do słuchawki:
– Jim… Jim… nie… nic mi się nie stało, ale… Jim, jakiś drań ukradł nasz samochód.
12
Jadąc wśród gęsto prószącego śniegu, spoglądał na tarczę zegarka. W tej chwili tamta kobieta zauważyła pewnie brak samochodu. Przez jakiś czas będzie krążyć po parkingach, sprawdzając, czy się nie pomyliła, potem wezwie policję albo zadzwoni do domu. Zanim poinformują przez radio wszystkie patrole krążące po mieście, on znajdzie się już daleko od węszących glin z Connecticut. Nikt nie będzie się zabijał, żeby odzyskać starego grata. Gliny tylko wzruszają ramionami, kiedy słyszą komunikat o kradzieży samochodu wartego kilka stów.
