Mieć dla siebie Sharon Martin! Na myśl o tym skóra zwilgotniała mu od potu. Przypomniał sobie falę gorąca, jaka go ogarnęła, kiedy ją związywał. Była może trochę za chuda, ale uda i biodra miała okrągłe i miękkie, wyczuł to nawet przez grubą, wełnianą spódnicę. Kiedy niósł związaną kobietę do samochodu, wydawała się przestraszona, a zarazem agresywna, ale na pewno wkrótce będzie po jego stronie.

Przejechał odcinek autostrady międzystanowej, następnie skręcił z miejskiej drogi przelotowej na lokalną i znów wjechał na przelotową. Czuł się bezpieczniej na zatłoczonych trasach. Już wtedy kiedy wyjeżdżał na szosę prowadzącą na Manhattan, był spóźniony, o ile rzeczywiście wszczęto poszukiwania.

Pozostali kierowcy poruszali się w ślimaczym tempie. Głupcy, boją się ślizgawicy, boją się ryzykować, tylko go wstrzymują, utrudniają mu jazdę! Poczuł pulsowanie mięśnia na policzku. Gdy drganie stawało się coraz trudniejsze do zniesienia, przyłożył palec do bolącego miejsca. Miał zamiar opuścić tę drogę przed siódmą, zanim minie godzina szczytu, gdyż potem łatwiej będzie go zauważyć.

Gdy wjechał na ulicę Czterdziestą Siódmą, było dziesięć po siódmej. Po chwili zrobił ostry skręt w prawo i znalazł się na krętej ulicy za domem towarowym. Zatrzymał samochód i wyłączył światła. Gdy otworzył drzwi, uderzył go w twarz drobny śnieg niesiony przez wiatr. Poczuł piekący ból i musiał przymknąć oczy. Zimno jak diabli.

Próbował się skupić i spenetrował wzrokiem pogrążony w mroku parking. Zadowolony otworzył tylne drzwi samochodu i podniósł płaszcz, który wcześniej zarzucił na Sharon.



36 из 191