
– Gdzie jesteśmy? Co chcesz z nami zrobić? – Mówiła niemal szeptem, ale i tak jej głos odbijał się echem w tym przypominającym piwnicę pomieszczeniu.
Nie odpowiadając, porywacz zbliżył się do łóżka. Położył na nim worek i rozprostował ramiona. Sharon gorączkowo szarpała sznurek. Zsunęła sztywne płótno, wyciągnęła ze środka skrępowanego chłopca. Oswobodziła jego głowę i w pośpiechu wyjęła knebel.
Chłopiec zachłysnął się, łapczywie chwytając powietrze. Jego oddech był urywany i chrapliwy. Słyszała świst wydobywający mu się z oskrzeli. Podtrzymując głowę Neila, próbowała ściągnąć mu bandaż z oczu.
– Zostaw to! – Polecenie zabrzmiało ostro i bezwzględnie.
– Proszę! – krzyknęła. – On jest chory… Ma atak astmy. Pomóż mu.
Popatrzyła do góry i zacisnęła usta, powstrzymując krzyk. Na ścianie ponad poręczą łóżka wisiały trzy ogromne zdjęcia. Młoda kobieta, biegnąca z szeroko rozpostartymi ramionami, spoglądała z przerażeniem za siebie… Jej usta wykrzywione były w niemym krzyku. Kobieta o jasnych włosach leżała z podkulonymi pod siebie nogami obok samochodu… Ciemnowłosa nastolatka jedną ręką trzymała się za gardło. Jej oczy wyrażały zdumienie i niedowierzanie.
13
Dawno temu Lally była nauczycielką w Nebrasce. Po przejściu na emeryturę wybrała się na samotną wycieczkę do Nowego Jorku. Nigdy już nie wróciła do domu.
Owa noc, kiedy przyjechała na dworzec Grand Central, okazała się punktem zwrotnym w jej życiu. Onieśmielona i przestraszona, niosła swoją jedyną walizkę przez kłębowisko ludzi, rozglądała się i wreszcie stanęła. Była jedną z niewielu osób, które dostrzegły, że niebo rozpościerające się na wielkim sklepieniu zostało namalowane odwrotnie. Wschodnie gwiazdy znalazły się tu po zachodniej stronie.
