
Roześmiała się w głos i otworzyła usta, ukazując zęby. Ludzie na moment zatrzymywali na niej oczy i zaraz pędzili dalej. Ich zachowanie ją zachwyciło. W Nebrasce, jeśli Lally zdarzało się unosić głowę i śmiać do siebie, następnego dnia wiedziało już o tym całe miasteczko.
Zostawiła bagaż w przechowalni i umyła się w damskiej toalecie. Wygładziła powyciąganą wełnianą spódnicę i zapięła cienki sweter. Wreszcie przyczesała siwe włosy i ułożyła je starannie wokół szerokiej, nalanej twarzy.
Przez następne sześć godzin Lally zwiedzała dworzec, wpadając co chwilę w dziecięcy zachwyt, gdy błądziła wśród kłębiącego się, pędzącego tłumu.
Zjadła coś na stojąco w tanim barze szybkiej obsługi, obejrzała wystawy sklepów w hotelowych pasażach i w końcu usiadła w głównej poczekalni.
Zafascynowana wpatrywała się w młodą matkę, karmiącą piersią niecierpliwe niemowlę, gapiła się na parę obejmujących się młodych ludzi, śledziła grę w karty, którą czterech mężczyzn próbowało zabić czas.
Tłum podróżnych na przemian gęstniał i rzedł. Około północy uwagę Lally przyciągnęło sześciu mężczyzn i malutka kobieta o ptasiej twarzy. Wszyscy oni stali blisko siebie, prowadząc ożywioną, poufalą rozmowę starych znajomych.
Kobieta wyczuła badawczy wzrok Lally i po chwili podeszła do niej.
– Jesteś tu nowa? – spytała szorstkim, choć na swój sposób życzliwym tonem.
Lally przypomniała sobie, że wcześniej widziała ją wygrzebującą gazetę z kosza na śmieci.
– Tak.
– Masz gdzie się podziać?
Mimo że miała zarezerwowane miejsce w schronisku turystycznym, coś podkusiło ją do kłamstwa.
– Nie.
– Od dawna tutaj jesteś?
