– Nie.

– Masz pieniądze?

– Niedużo. – Znów skłamała.

– Nie martw się, pokażemy ci wszystko. Jesteśmy tu stałymi bywalcami. – Wskazała na przyjaciół.

– Mieszkasz gdzieś w pobliżu? – zapytała Lally. Kobieta zmrużyła oczy i odsłoniła w uśmiechu zepsute zęby.

– Nie, mieszkam tutaj. Nazywam się Rosie Bidwell.

W całym swym nudnym i smutnym sześćdziesięciodwuletnim życiu Lally nie miała bliskiej przyjaciółki i Rosie Bidwell w jednej chwili zajęła honorowe miejsce w jej sercu.

Została natychmiast uznana i zaaprobowana przez innych mieszkańców dworca. Wkrótce pozbyła się walizki i tak jak Rosie cały swój dobytek nosiła w torbach na zakupy. Nauczyła się wysiadywać nad tanimi daniami w barze szybkiej obsługi, co jakiś czas brać prysznic w publicznej łaźni w Greenwich Village, sypiać w ruderach, najgorszych schroniskach lub w ośrodku Armii Zbawienia. Albo… w swoim własnym pokoju na Grand Central.

To był jedyny sekret, jakiego nie wyjawiła Rosie. Niestrudzenie przemierzając cały budynek, wnet poznała każdy centymetr jego powierzchni. Wspinała się po schodach, ukrytych za pomalowanymi na pomarańczowo drzwiami na peronach, i spacerowała po mrocznej, przypominającej jaskinię przestrzeni pod sufitem gmachu. Odkryła schody łączące dwie damskie toalety i kiedy tę z nich, która była położona niżej, zamknięto z powodu remontu, Lally do niej schodziła. Spędzała tam spokojnie samotne noce. Zdarzało jej się nawet spacerować wzdłuż torów w tunelu pod Park Avenue. Przyciskała się do ściany, gdy z hukiem przejeżdżał pociąg i dzieliła się odpadkami z kotami zamieszkującymi podziemie.

Szczególnie jednak pociągały ją najgłębiej położone przestrzenie, zwane przez dworcowych strażników Sing-Singiem. Znajdowały się tam wyjące i trzeszczące pompy, wentylatory oraz inne tajemnicze urządzenia. Wyobrażała sobie, że to one są sercem stacji. Najbardziej w Sing-Singu ciekawiły Lally nieoznaczone drzwi u szczytu wąskich schodów. Pewnego razu mimochodem wspomniała o nich w rozmowie ze strażnikiem Rustym, który stał się jej dobrym znajomym. Przypomniał sobie, że pomieszczenie za drzwiami należało kiedyś do baru Ostryga, zmywano tam naczynia. Strażnik odradził jej zaglądanie do takich miejsc, ale wytrwała staruszka wierciła mu dziurę w brzuchu tak długo, aż zgodził się ją tam zaprowadzić.



44 из 191