Lally była zachwycona tym miejscem i nie przejmowała się wcale odłażącą farbą i wilgotnymi ścianami. Przestronne pomieszczenie z oświetleniem i bieżącą wodą, a nawet maleńką klitką, gdzie znajdowała się ubikacja – wiedziała od pierwszej chwili, że pozwoli ono zaspokajać od czasu do czasu jedyną potrzebę, jaka jej pozostała. Potrzebę całkowitej, niczym niezakłóconej intymności.

– Prawdziwy pokój z łazienką – błagała. – Rusty, pozwól mi tu zostać.

Strażnik jednak wyglądał na przerażonego.

– Wykluczone, mogę stracić pracę!

Urabiała go tak długo, aż wreszcie pozwolił jej tam spędzić jedną noc. Później Lally udało się pożyczyć klucz na kilka godzin i zrobiła duplikat. W końcu Rusty odszedł na emeryturę i stała się niepodzielną władczynią owego apartamentu.

Po trochu gromadziła potrzebne sprzęty: podniszczone wojskowe łóżko polowe, poprzecierany materac, skrzynkę po pomarańczach.

Zaczęła bywać tam regularnie. Były to najszczęśliwsze chwile: zstępowała do głębiny ciemnej i tajemniczej jak matczyne łono, by słuchać wszystkich odgłosów stacji, które stawały się coraz cichsze w środku nocy, a potem nagle przemieniały się w szaleńczy zgiełk poranka.

Czasem, przebywając w owym królestwie, wyobrażała sobie, że opowiada uczniom o „Upiorze w operze”: „Pod pięknym, rozświetlonym gmachem znajduje się inny świat – mówiła – ciemny i tajemniczy, świat przesmyków i kanałów, wilgoci i mroku, miejsce, gdzie można się bezpiecznie ukryć przed ludźmi”.

Jedyną ciemną chmurą na horyzoncie był lęk przed tymi, którzy mogli zburzyć stację. W czasie demonstracji Komitetu Obrony Grand Central stała cicho z boku, lecz głośno klaskała, gdy znakomitości pokroju Jackie Onassis stwierdzały, że dworzec Grand Central, zajmujący ważne miejsce w historii Nowego Jorku, nie może ulec zniszczeniu. Mimo że obiekt został uznany za zabytek, Lally wiedziała, że wielu ludzi wciąż pragnie zagłady jej miejsca na ziemi.



45 из 191