
Wzruszyła ramionami. To zmieniało postać rzeczy. Nie może pójść do swojego pokoju, gdyż ci ludzie ją zapamiętają. Musi poczekać do jutra. Próbując zachować spokój, Lally skierowała się do hali głównej w poszukiwaniu Rosie.
14
– Mów, Ron, mów, do cholery.
Ciemnowłosy adwokat wcisnął guzik nagrywania. Magnetofon stał na stoliku pomiędzy dwoma siedzącymi na krzesłach młodymi mężczyznami.
– Nie. – Ron Thompson wstał, przeszedł nerwowo przez wąską celę i wyjrzał przez zakratowane okno. – Nawet śnieg jest tu brudny – powiedział. – Brudny, szary i zimny. Czy chce pan to nagrać?
– Nie, nie chcę. – Teraz Bob Kurner wstał i położył dłonie na ramionach chłopaka. – Proszę cię, Ron.
– Co ja z tego będę miał? Co będę miał? – Usta osiemnastolatka nerwowo zadrgały. Po chwili przygryzł wargi i przetarł oczy. – Wiem, że zrobił pan wszystko, co było można. Wiem, że pan się starał. Lecz w tej sprawie nikt nie potrafi mi pomóc.
– Możesz dać pani gubernator powód do skorzystania z prawa łaski albo chociaż do odroczenia wyroku.
