
– Co masz zamiar z tym zrobić? – zapytała.
– To wasza niańka.
– Co masz na myśli?
– Muszę was tu zostawić do rana, a nie mogę ryzykować, że was stracę, no nie?
– Jak możesz nas stracić, skoro jesteśmy tu sami, związani?
– Raz na milion… raz na dziesięć milionów… ktoś spróbuje wejść do tego pokoju, kiedy mnie tu nie będzie.
– Jak długo zamierzasz nas tu trzymać?
– Do środy, Sharon, i nie zadawaj więcej pytań. Powiem ci to, co będę chciał, żebyś wiedziała.
– Przepraszam. To dlatego, że nic nie rozumiem.
– Nie mogę pozwolić, aby ktoś was znalazł. A muszę teraz iść gdzie indziej. Więc jeśli drzwi będą podłączone i ktoś będzie próbował wejść…
Przestała rozumieć, o czym mówił. To nie może być prawda!
– O nic się nie martw, Sharon. Jutro wieczorem Steve Peterson da mi osiemdziesiąt dwa tysiące dolarów i będzie po wszystkim.
– Osiemdziesiąt dwa tysiące dolarów… – powtórzyła automatycznie.
– Tak. A potem, w środę rano, ty i ja wyjedziemy. Zostawię wiadomość, gdzie mogą znaleźć chłopca. – Przeszedł przez pokój. – Przykro mi, Sharon. – Nagłym ruchem wyrwał Neila z jej ramion i rzucił na łóżko. Zanim zdążyła się poruszyć, ściągnął jej ręce do tyłu i związał nadgarstki. Płaszcz zsunął jej się z ramion. Mężczyzna odwrócił się do Neila.
– Nie knebluj go, proszę – powiedziała błagalnie. – Jeśli się udusi… możesz nie dostać pieniędzy. Może będziesz musiał dowieść, że jest żywy. Proszę… Ja… cię lubię. Bo jesteś taki mądry.
