Sharon była tego dnia w Nowym Jorku, korzystając z przerwy szkolnej, i robiła zakupy kilka przecznic dalej, gdy dobiegł ją ogłuszający huk. Przypomniała sobie masę gruzu, stosy potłuczonego kamienia i potrzaskanego drewna. Tamci ludzie też myśleli, że potrafią się obchodzić z materiałami wybuchowymi. Zdrętwiała i spocona ze strachu, modląc się w duchu, patrzyła na pracującego przestępcę. Wreszcie skończył, wyprostował się i z zadowoleniem spojrzał na Sharon.

– Co masz zamiar z tym zrobić? – zapytała.

– To wasza niańka.

– Co masz na myśli?

– Muszę was tu zostawić do rana, a nie mogę ryzykować, że was stracę, no nie?

– Jak możesz nas stracić, skoro jesteśmy tu sami, związani?

– Raz na milion… raz na dziesięć milionów… ktoś spróbuje wejść do tego pokoju, kiedy mnie tu nie będzie.

– Jak długo zamierzasz nas tu trzymać?

– Do środy, Sharon, i nie zadawaj więcej pytań. Powiem ci to, co będę chciał, żebyś wiedziała.

– Przepraszam. To dlatego, że nic nie rozumiem.

– Nie mogę pozwolić, aby ktoś was znalazł. A muszę teraz iść gdzie indziej. Więc jeśli drzwi będą podłączone i ktoś będzie próbował wejść…

Przestała rozumieć, o czym mówił. To nie może być prawda!

– O nic się nie martw, Sharon. Jutro wieczorem Steve Peterson da mi osiemdziesiąt dwa tysiące dolarów i będzie po wszystkim.

– Osiemdziesiąt dwa tysiące dolarów… – powtórzyła automatycznie.

– Tak. A potem, w środę rano, ty i ja wyjedziemy. Zostawię wiadomość, gdzie mogą znaleźć chłopca. – Przeszedł przez pokój. – Przykro mi, Sharon. – Nagłym ruchem wyrwał Neila z jej ramion i rzucił na łóżko. Zanim zdążyła się poruszyć, ściągnął jej ręce do tyłu i związał nadgarstki. Płaszcz zsunął jej się z ramion. Mężczyzna odwrócił się do Neila.

– Nie knebluj go, proszę – powiedziała błagalnie. – Jeśli się udusi… możesz nie dostać pieniędzy. Może będziesz musiał dowieść, że jest żywy. Proszę… Ja… cię lubię. Bo jesteś taki mądry.



56 из 191