
Słuchał uważnie i bacznie ją obserwował.
– Znasz moje imię, ale nawet mi nie powiedziałeś, jak się nazywasz. Chciałabym myśleć o tobie… – mówiła Sharon.
Nachylił się i dotknął jej twarzy. Miał szorstkie dłonie. Trudno było uwierzyć, że tak sprawnie obchodziły się z delikatnymi kablami. Sharon poczuła nieświeży, gorący oddech. Musiała znieść wilgotne i odrażające pocałunki, którymi mężczyzna pokrywał jej usta, policzek i ucho.
– Nazywam się Foxy – powiedział zduszonym głosem. – Wymów moje imię, Sharon.
Starając się, by jej głos brzmiał łagodnie, Sharon spełniła polecenie.
Przed wyjściem Foxy związał nadgarstki Neila i ułożył go obok niej na wąskim łóżku. Ręce Sharon były przyciśnięte do szorstkiej, betonowej ściany. Foxy przykrył ich oboje płaszczem. Spojrzał na windę kuchenną i doszedł do wniosku, że ktoś mógłby usłyszeć ich wołania. Nie mógł ryzykować. Musiał założyć im kneble. Sharon nie ośmieliła się już protestować. Widziała, że znowu narasta w nim napięcie. Po chwili zorientowała się, dlaczego. Wolno, z niesłychaną ostrożnością, mocował cienki drut do czegoś w walizce i przeciągał go od walizki do drzwi. Jeśli ktokolwiek tu wejdzie, bomba zostanie zdetonowana.
Usłyszała trzask kontaktu i pokryte kurzem lampy przygasły. Drzwi otworzyły się i zamknęły bezszelestnie. Przez moment sylwetka porywacza mignęła w mroku.
Pokój był teraz pogrążony w ciemności, a ciszę przerywał jedynie ciężki oddech Neila i od czasu do czasu stłumiony łoskot pociągu wjeżdżającego do tunelu.
18
Roger i Glenda Perry zdecydowali się obejrzeć wieczorne wiadomości o jedenastej. Glenda była już po kąpieli i zaproponowała, że przyrządzi szklaneczkę grogu, podczas gdy Roger będzie brał prysznic.
– Brzmi zachęcająco, ale nie zaczynaj się znowu krzątać po domu – powiedział.
Sprawdził zamek u drzwi kuchennych i poszedł na górę. Woda była gorąca, kłuła tysiącami igiełek i cudownie odprężała. Po kąpieli Roger włożył niebieską, pasiastą piżamę, rozścielił ciężką kołdrę na olbrzymim łóżku i włączył nocne lampki.
