
– W porządku – odpowiedziała Kathy. – Zaczniemy od danych: miejsce, czas, przyczyna śmierci, użyte narzędzie, warunki atmosferyczne, rodzaj samochodu, powiązania rodzinne, zeznania świadków, dokąd zmierzały ofiary, gdzie były tamtego wieczoru. W dwóch ostatnich przypadkach zmierzymy czas między nadaniem wiadomości przez CB-radio a znalezieniem ciała. Kiedy skończymy, porównamy wszystko z okolicznościami śmierci pani Peterson. Jeśli nic z tego nie wyniknie, trzeba będzie się zastanowić, co dalej.
Zaczęli o ósmej dziesięć. O północy weszła Marge, niosąc cztery komplety przepisanych zeznań.
– Skończone – powiedziała. – Przepisałam z potrójnym odstępem, żeby łatwiej było wychwycić rozbieżności między wersjami. Wiecie co, słuchając tego chłopca, człowiekowi pęka serce. Jestem stenografką sądową od dwudziestu lat i wiele słyszałam, ale rozpoznaję, jak brzmi prawda, a ten dzieciak mówi prawdę.
Bob uśmiechnął się gorzko.
– Chciałbym, abyś to ty była gubernatorem – powiedział. – Bardzo ci dziękuję.
– A wam jak leci?
– Nic. Absolutnie nic. – Kathy potrząsnęła głową.
– No cóż, może tu się coś znajdzie. Przynieść wam kawę? Założę się, że nie jedliście kolacji…
Kiedy wróciła po dziesięciu minutach, Bob i Kathy siedzieli pochyleni nad maszynopisami. Kurner czytał na głos. Linijka po linijce porównywali zeznania.
Marge postawiła filiżanki i wyszła bez słowa. Było już bardzo późno, gdy strażnik wypuścił ją z budynku. Idąc przez ośnieżony parking i wtulając się w obszerny, nieprzemakalny płaszcz, Marge zdała sobie sprawę, że się modli:
