
– I co się stało?
– Wygrałam… Jeśli można to tak nazwać. Nalegałam, aby został odesłany do domu dziecka i sędzia się zgodził. Ojciec jest tak ogłupiały z przepicia, że właściwie tylko wegetuje jak roślina. Chłopak próbował uciec z sali sądowej, więc policjant musiał założyć mu kajdanki. Kiedy wpadł w histerię, krzyczał: „Nienawidzę wszystkich. Czemu nie mogę mieć domu jak inne dzieci?”. Z psychologicznego punktu widzenia jest tak wykolejony, że prawdopodobnie już za późno, aby go uratować. Jeśli za pięć lub sześć lat kogoś zabije, czy poślemy go na krzesło elektryczne? Czy mamy prawo? – W jej oczach zalśniły łzy.
– Wiem, Kathy. Po co szliśmy na prawo? – Bob zadał retoryczne pytanie. – Od tego wszystkiego flaki się w człowieku przewracają. – Pochylił się i cmoknął ją w czoło. – Do zobaczenia później.
Gdy znalazł się już w swoim biurze, od razu zaparzył kawę. Cztery filiżanki neski, mocnej i czarnej, rozjaśniły przyćmiony umysł. Ochlapał twarz zimną wodą i usiadł przy długim stole. Porządnie ułożył maszynopisy i rzucił okiem na zegar nad biurkiem. Była siódma trzydzieści. Zostało dokładnie dwadzieścia osiem godzin do egzekucji. Serce tłukło mu się w piersi, gardło miał ściśnięte. Musiał się spieszyć. Oprócz poczucia braku czasu męczyło go wrażenie, że jakaś istotna rzecz umknęła ich uwadze. Musi być coś, co przeoczyliśmy, myślał wręcz obsesyjnie. Tym razem nie było to przeczucie. To była pewność.
20
Steve i Hugh Taylor siedzieli przy stole w jadalni jeszcze długo po tym, gdy państwo Perry udali się do domu, a Luftsowie poszli spać.
