– Czy to go nie rozzłości? – Steve zdumiał się, że potrafi mówić tak beznamiętnie.

– Nie. To da nam pewność, że nie wpadł w panikę… – Hugh nagle zacisnął usta. Zorientował się, że Peterson wyczuł, co ma na myśli. Szybko otworzył notatnik. – Zacznijmy jeszcze raz – zaproponował. – Ile osób znało dzisiejszy rozkład zajęć w tym domu… Wiedziało, że Luftsowie planują wyjście, że przyjeżdża Sharon?

– Nie wiem.

– Państwo Perry?

– Nie. Nie rozmawiałem z nimi w ostatnim tygodniu, poza pomachaniem ręką z daleka na dzień dobry.

– A więc tylko Luftsowie, Sharon Martin i pan…

– I Neil… – dodał Steve.

– Zgadza się. Czy jest możliwe, aby Neil rozmawiał z kimś o przyjeździe Sharon… Z kolegami albo z nauczycielami w szkole?

– Tak, mógł o tym wspomnieć.

– Jak poważna jest pańska przyjaźń z Sharon? Przepraszam, ale muszę o to zapytać.

– Bardzo poważna. Mam zamiar poprosić ją, aby za mnie wyszła.

– Wiem, że pan i pani Martin występowaliście dziś rano w dzienniku. Ostro się spieraliście na temat kary śmierci. Ona była bardzo przejęta egzekucją Thompsona.

– Szybko pan pracuje – zauważył oschle Steve.

Muszę, panie Peterson. Do jakiego stopnia ta różnica zdań wpływa na wasze osobiste kontakty?

– Co to ma znaczyć?

– Jak pan wie, Sharon Martin rozpaczliwie stara się uratować życie Ronaldowi Thompsonowi. Była w domu Perrych i mogła zanotować sobie numer ich telefonu. Niech pan nie zapomina, że to numer zastrzeżony. Czy myśli pan, że istnieje możliwość, że porwanie jest mistyfikacją… że pani Martin ma nadzieję opóźnić w ten sposób egzekucję?

– Nie… nie… nie! Rozumiem, że musi pan patrzeć na to od każdej strony, ale, na litość boską, proszę, niech pan nie traci czasu. Każdy, kto przychodził do mojego domu, mógł zapisać sobie numer Perrych. Jest umieszczony w widocznym miejscu obok numeru doktora. Sharon nie byłaby zdolna do czegoś takiego, na pewno.



68 из 191