Hugh nie wyglądał na całkowicie przekonanego.

– Panie Peterson, w ciągu ostatnich dziesięciu lat mieliśmy kilku ludzi, którzy złamali prawo w imię wyższych racji. Podsunąłem panu jedynie myśl, że jeśli to Sharon Martin wszystkim kieruje, pańskie dziecko jest bezpieczne.

W oczach Steve’a zajaśniał maleńki płomyk nadziei. Tego ranka Sharon powiedziała mu: „Jak możesz być taki przekonany… taki pewny… taki nieubłagany”. Jeśli tak o nim myślała, czy mogłaby…? Nadzieja zgasła.

– Nie – odrzekł zdecydowanym głosem. – To niemożliwe.

– No dobrze, zostawmy to. Co z pańską pocztą? Były jakieś pogróżki, listy z wyrazami nienawiści, cokolwiek?

– Całkiem sporo wrogich listów z powodu mojego oficjalnego stanowiska w sprawie kary śmierci, zwłaszcza teraz, gdy egzekucja Thompsona jest tak bliska… Ale to zrozumiałe.

– Nie otrzymał pan bezpośrednich pogróżek?

– Nie. – Steve zmarszczył brwi.

– O czym pan myśli? – spytał cicho Hugh.

– O tym, że matka Thompsona zatrzymała mnie w zeszłym tygodniu. Jeżdżę z Neilem na zastrzyk do szpitala w każdą sobotę rano. Ona była na przyszpitalnym parkingu. Poprosiła mnie, bym błagał panią gubernator o ułaskawienie Ronalda.

– Co pan jej odpowiedział?

– Że nie mogę nic zrobić. Poza tym nie chciałem, aby Neil wiedział, co ma się wydarzyć w środę. Starałem się wsadzić go szybko do samochodu, żeby nie słyszał, o czym rozmawiamy. Dlatego odwróciłem się do niej plecami. Ale ona chyba pomyślała, że ją lekceważę. Powiedziała coś w rodzaju: „Jakby się pan czuł, gdyby to chodziło o pańskiego jedynego syna… Jakby się pan czuł?”. I odeszła.

– Sprawdzimy ją. – Hugh zapisał coś w notatniku. Wstał i rozprostował ramiona, przypominając sobie, iż parę godzin temu marzył o pójściu do łóżka. – Panie Peterson – odezwał się łagodnie – niech pan próbuje trzymać się myśli, że nasze wyniki w odnajdywaniu ofiar porwań są bardzo dobre i że zrobimy wszystko, co tylko możliwe. Teraz proponuję, aby pan się trochę przespał.



69 из 191