
– Złapię taksówkę – powiedział.
– Nie… chyba się przejdę.
– To szaleństwo. Wyglądasz na śmiertelnie zmęczoną.
– To mi pomoże zebrać myśli. Och, Steve, jak możesz być taki pewny… tak przekonany… taki nieubłagany?
– Nie wracajmy do tego tematu, moja droga,
– Musimy!
– Nie teraz – powiedział stanowczo i spojrzał na nią. W jego wzroku zniecierpliwienie mieszało się z troską.
Oczy Sharon zdradzały wyczerpanie. Makijaż, zrobiony dla potrzeb kamery, nie ukrywał bladości, którą podkreślał śnieg, topiący się na czole i policzkach.
– Nie możesz pójść do domu i trochę odpocząć? – zapytał.
– Muszę oddać felieton.
– No cóż, spróbuj chociaż przespać się parę godzin. Będziesz u mnie około piątej piętnaście?
– Steve, nie jestem pewna…
– Ale ja jestem. Nie widzieliśmy się od trzech tygodni. Luftsowie też liczą na to, że będą mogli uczcić swoją rocznicę ślubu poza domem. Chcą iść do restauracji i do kina, a ja chcę pobyć dziś wieczorem z tobą i Neilem.
Nie zwracając uwagi na ludzi, objął ją i zbliżył jej twarz ku swojej.
– Sharon, kocham cię, wiesz o tym. Bardzo za tobą tęskniłem przez ostatnie tygodnie. Musimy porozmawiać o nas – powiedział z powagą.
– Steve, nie myślimy podobnie. My…
Nie odwzajemniła pocałunku. Czuł, jak jej ciało tężeje. Odsunął się i uniósł dłoń, aby zatrzymać przejeżdżającą taksówkę. Gdy podjechała do krawężnika, przytrzymał drzwi, podał kierowcy adres i spytał:
– Sharon, czy mogę na ciebie liczyć, jeśli chodzi o dzisiejszy wieczór?
W milczeniu skinęła głową. Patrzył chwilę na odjeżdżające auto, a potem szybko ruszył w stronę hotelu Gotham. Ponieważ musiał być w studiu o szóstej trzydzieści, wynajął tu pokój. Bardzo chciał porozmawiać przez telefon z Neilem, zanim chłopiec wyjdzie do szkoły. Zawsze kiedy Steve był poza domem, martwił się o syna. Neil wciąż miewał koszmarne sny, zdarzało mu się budzić z duszącymi atakami astmy. Pani Lufts wzywała szybko doktora, ale mimo to… Może na wiosnę, gdy będzie mógł więcej czasu spędzać na powietrzu, stan jego zdrowia się poprawi.
