
Wiosna! Mój Boże, przecież już jest wiosna, chociaż pogoda wciąż na to nie wskazuje.
Steve doszedł do rogu ulicy i skręcił, uświadamiając sobie, że on i Sharon spotykają się dokładnie od sześciu miesięcy. Kiedy przyszedł po nią do jej mieszkania tego pierwszego wieczoru, zaproponowała spacer do Central Parku. Ostrzegł ją, że się ochłodziło, i przypomniał, że jest właśnie pierwszy dzień jesieni.
– Wspaniale – odparła. – Lato już mi się znudziło.
Przez jakiś czas prawie się do siebie nie odzywali. Obserwował, jak szła, z łatwością dotrzymując mu kroku. Smukłą sylwetkę podkreślał ściągnięty paskiem kostium, świetnie dobrany do koloru włosów. Pamiętał też, że ostry wiatr zrywał z drzew pierwsze suche liście, a zachodzące słońce podkreślało głęboki błękit jesiennego nieba.
– W taki wieczór jak ten zawsze przychodzi mi na myśl ta piosenka z musicalu „Camelot” – powiedziała. – Znasz? „Jeśli kiedykolwiek miałabym cię opuścić”? – Zanuciła półgłosem: – „Nie wiem, jak mogłabym opuścić cię jesienią. Widziałam, jak się mienisz, gdy jesień wyostrza powietrze. Wiem, jaki jesteś jesienią, i muszę być przy tobie…”.
Czy to właśnie w tym momencie zakochał się w Sharon?
Ten wieczór był taki przyjemny. Przedłużali kolację, rozmawiając w nieskończoność.
O czym mówili? O wszystkim. Ojciec Sharon pracował jako inżynier w Towarzystwie Naftowym. Ona i jej dwie siostry urodziły się za granicą. Obydwie były już zamężne.
– A ty? Jak się uchowałaś?
Obydwoje wiedzieli, że tak naprawdę pytał o to, czy jest ktoś ważny w jej życiu.
Nie było nikogo. Zanim zaczęła pisać felietony, podróżowała dużo jako reporterka. Nawet nie zauważyła, że czas mija i nie ułożyła sobie życia.
