
Istoty — nazywano je „Darhelami” — siedziały wokół okrągłego stołu narad. Wszystkie były przywódcami najważniejszych klanów składających się na ich gatunek. Stół — rzadki i cenny mebel z opalizującego drewna, pochodzącego z mało znanej i skąpo zasiedlonej planety — świadczył o bogactwie zebranych. Fotel każdego członka zgromadzenia został zbudowany przez rzemieślniczych mistrzów Indowy pod wymiary i kształt ciała konkretnego osobnika.
Za każdym z darhelskich panów stał służący Indowy — zważywszy na niuanse galaksjańskiego systemu prawnego i gospodarczego, można by go równie dobrze nazwać „niewolnikiem” — gotowy zaspokoić każdą jego potrzebę i zachciankę. Chociaż niektórzy Darhelowie być może zdawali sobie z tego sprawę, większość pozostawała w błogiej nieświadomości, że ich służący, nigdy nie pogodzeni ze swoim niewolniczym statusem, byli jednym z głównych źródeł informacji dla Bane Sidhe, wszechgalaktycznego spisku mającego na celu strącenie Darhelów z ich pozycji panów wszelkiego stworzenia.
Przed każdym fotelem unosiła się holograficzna projekcja, widoczna tylko dla siedzącego na tym miejscu. Mimo dostępności informacji o stratach wśród mieszkańców — głównie porośniętych zielonym futrem pokornych Indowy — planet padających ofiarą zębatych paszcz najeźdźców, niewielu Darhelów chciało na nie patrzeć. Nie był to objaw ich przewrażliwienia. Darhelom straty Indowy były po prostu obojętne. Skoro w Federacji było ich osiemnaście bilionów, śmierć kilku czy nawet kilkuset miliardów nie miała znaczenia.
Ale zyski? Straty? To właśnie były kluczowe i niezwykle istotne dane, które wyświetlały holograficzne projekcje.
— Na Panów Stworzenia! — wybuchnął jeden z Darhelów, uważnie wpatrując się w swój hologram. — Strata kapitału poświęconego na tę inwazję jest nie do przyjęcia! Zrujnowane fabryki! Zmniejszone zyski! Zachwiany handel! Nie można tego dłużej tolerować! Należy to jak najszybciej przerwać.
