
Wódz zjeżył się, rozpościerając grzebień.
— A więc chcesz powiedzieć, młody Ro’moloristenie, że podbój tego miejsca, tej Europy, jest zbyt trudnym zadaniem dla Ludu, zbyt trudnym dla mnie?
— Nie! Mój panie, nie! — przeprosił pospiesznie młodszy kessentai. — To da się zrobić. Ale musimy podejść do sprawy ostrożniej niż zazwyczaj. Musimy zdobyć przyczółek… albo może dwa, jak sądzę. Tam rozbudujemy nasze siły, zanim dokonamy podboju reszty. Spójrz, panie. Tu są moje zalecenia.
Wszechwładca przesunął szponami nad aldenatańskim ekranem.
Ułagodzony nieco Athenalras spojrzał na monitor.
— Rozumiem. Proponujesz, żebyśmy wylądowali tutaj, na wschodzie, na równinie…
— Nazywają to Polską, panie.
— Polską? — powtórzył Athenalras. — Barbarzyńska nazwa — prychnął.
— W rzeczy samej — zgodził się Ro’moloristen. — Thresh z tej barbarzyńskiej krainy, Polski, mają opinię groźnych w walce, chociaż sukcesy odnosili niewielkie.
— A drugie lądowanie?
— Tę krainę nazywają Francją. I znów ich reputacja na Ścieżce Gniewu jest dobra, a mimo to również odnosili niewielkie sukcesy.
— Nie rozumiem, pisklaku. Proponujesz, żebyśmy wylądowali w dwóch miejscach, w których thresh są groźni w boju, ale nie odnoszą sukcesów? Po prostu tego nie pojmuję.
— Czasami, mój panie — odparł Ro’moloristen — można być potężnym na Ścieżce Gniewu, a mimo to przegrać, bo jest ktoś inny, jeszcze potężniejszy. — Młody Wszechwładca dotknął ekranu pazurem. — Tutaj. To jest to miejsce. Dom odzianych w szarość thresh. Kraina, która usuwa w cień threshkreen Francji i Polski. Kraina, na którą musimy przygotować inwazję, jakiej Lud jeszcze nie widział.
— A jak się zwie ta straszliwa kraina, pisklaku?
— Mój panie, jej thresh nazywają swój dom „Deutschland”.
