CZĘŚĆ I

Mögen andere von ihrer Schande spreche, Ich Spreche von der meinen. O’ Deutschland bleiche Mutter! Wie haben deine Söhne dich zugerichtet Dass du unter dem Völken sitzest Ein Gespörtt oder eine Furcht! — Bertolt Brecht, 1933

1

Fredericksburg, Wirginia, 11 listopada 2004

Śnieg osiadał na policzkach i brwiach, zakrywając z wolna scenę grozy czystym białym kocem. Białe płatki spadały na włosy mężczyzny, który sam był blady jak śnieg. I zgarbiony. Przygięty ciężarem lat i troskami swego ludu, spoczywającymi na jego starym, umęczonym grzbiecie.

Bundeskanzler

Ale ze wszech miar gorsze były mdłości obrzydzenia.

— To te kości, Günter — szepnął, bojąc się spojrzeć na swojego doradcę. — To te małe stosiki ogryzionych kości.

Günter, doradca — chociaż tak naprawdę był kimś więcej — usłyszał ten szept i skrzywił się.

— Wiem, mein Herr. To odrażające. My… my też robiliśmy w przeszłości straszne rzeczy. Straszne, okropne, godne potępienia rzeczy. Ale to? To przekracza wszystko…

— Nie oszukuj sam siebie — sprostował Kanzler. — My byliśmy gorsi, Günter, o wiele gorsi. Byliśmy gorsi, bo to, co robiliśmy, robiliśmy własnym pobratymcom. Spalone miasta. Abażury. Mydło. Złote koronki z zębów. Einsatzgruppen. Komory gazowe i piece. Cała gama grozy, z którą zapoznali niewinnych nasi przodkowie… i my sami.

— A Drezno? — odparł sardonicznie Günter, unosząc brew. — Hamburg? Damstadt?

— Nie powiedziałem, mój młody przyjacielu, że byliśmy osamotnieni w naszych przewinach.

Kanzler zamrugał, by pozbyć się kilku płatków śniegu, które osiadły na jego siwych rzęsach.



8 из 304